piątek, 14 lutego 2014

Liam cz.20 "Skrywam tajemnice... kiedyś byłeś przyjacielem"





"Buduje się przepaść.."



Dłońmi okryłam twarz, żałując tego co zrobiłam. Nie powinnam, to jego. Jednak ta wiadomość.... on ma z nią kontakt ? Kocha ją ? Nie on jest ze mną, ja jestem jego aniołkiem. Ma z nią kontakt. Kontakt z Eleną. On i Elena. Wstrząsnął mną suchy szloch, w tym samym czasie co Payn, pojawił się w drzwiach.... Przymrużyłam powieki patrząc na niego. Podniecenie, które przez krótką chwilę uleciało, zaczęło na nowo wznosić się na co raz wyższe szczeble. Seksownym krokiem zbliżał się ku mnie, ściągając przez głowę biały podkoszulek. Jeansy luźno zwisały mu na biodrach, ukazując oblamówkę bokserek "Calvina Kleina". Ścieżka ciemnych włosków pobudzała wyobraźnie, ciągnąc się w dole umięśnionego brzucha. Każdy jego najmniejszy ruch uwydatniał mięśnie, które powodowały ciarki na moim kręgosłupie. Chciałam zapomnieć. Pochylił się nade mną, powalając mnie na materac. Całował moją żuchwę, zbliżając się do ust. Idealnie wykrojone, pełne wargi chłopaka odnalazły moje, zaczynając powolną grę. Językiem przesuwał po moich ustach, przygryzając dolną wargę co jakiś czas. Przyjemne skurcze w dole mojego brzucha pojawiały się jeden za drugim. Ustami znaczył szlak w dół mojej szyi, pozostawiając mokre pocałunki. Wplotłam palce w jego włosy, zapominając o wszystkim. W tej chwili on, był wszystkim czego pragnęłam. Ciała tworzyły jedność, idealnie pasując do siebie. Stawaliśmy się bardziej nadzy, z każdym kolejnym ruchem. Delikatne kołysania doprowadzały mnie do szaleństwa, kiedy jedyną rzeczą jaka mi została była bielizna. W powietrzu unosił się zapach namiętności, nasze usta nie odstępowały siebie na centymetr. Jego telefon zawibrował obok nas, przywołując złość, przywołując wszystkie emocje. Tym razem też Elena napisała ? Był z nią szczęśliwy ? Zależy mu na niej, skoro dalej ze sobą rozmawiają. Ona zawsze będzie ważniejsza ode mnie.
- Przestań.
Wydyszałam do chłopaka, czując się co raz gorzej.
- Liam przestań proszę !
Dusiłam się powietrzem, myśli zbyt bardzo mnie bolały.
- Aniołku co się dzieje ?
Trzymał moją twarz w swoich dłoniach, pocierając kciukiem policzek. Brązowe oczy, wpatrywały się w moje szkliste.
- Nie chcę, nie mogę, puść mnie.
Był zdezorientowany moim zachowaniem, posłusznie usiadł obok na łóżku sięgając po telefon. Widziałam jej imię. Nie mogę ! Wstałam, wychodząc szybko z sypialni i schodząc do salonu. Jest mi duszno, nie mogę oddychać. Przeciągając przez głowę dużą bluzę, otworzyłam okno balkonowe, stając na jego progu. Brałam szybkie oddechy próbując uspokoić myśli. Elena !
- Jeymi coś się stało ?
Jego słowa były niepewne, a on stał kilka kroków za mną, bez problemu to wyczułam.
- Jak dużo ona znaczy dla ciebie ?
- O kim mówisz ?
- Elena.
Między nami zapanowała cisza, budująca przepaść. Ja zatracałam się w ich obrazie, kiedy są razem, a on... czemu nie odpowiada ? Zacisnęłam swoją dłoń u dołu na skrawku bluzy, ściskając materiał.
- Jeymi jesteś dla mnie wszystkim.... Czemu w to zwątpiłaś ?
To nie jest odpowiedź.
- Spójrz na mnie... aniołku obróć się.
Zrobiłam jak prosił, stając z nim twarzą w twarz. Był bliżej niż sądziłam. Miętowy zapach okalał moje policzki z każdym jego oddechem.
- Jesteś dla mnie najważniejsza, musisz w to uwierzyć.
Nie tylko ja.
- Czy to przez nią ? Przez nią tak się zachowałaś ?
Przytuliłam policzek do jego nagiego ramienia, patrząc gdzieś na bok.
- Tak.
Cichy szept wydostał się z moich ust, w komplecie z kiwaniem głową.
- Nie chcę byś się z nią spotykał.
Wciągnął powietrze, sztywniejąc.
- Nie mogę.
- Dlaczego ?
Odsunęłam się od niego tak daleko, że w efekcie stałam na balkonie, smagana zimnym powietrzem.
-Ponieważ się przyjaźnimy.
Widziałam, że są blisko. Wiedziałam....
- Ale nic po za tym nie ma.
Obróciłam głowę, by nie mógł na mnie patrzeć.
- Musisz mi uwierzyć aniołku. Potrzebuję cię. Jestem twój, a ty moja.
- Nie tylko mnie potrzebujesz. Nie jesteś tylko mój i nie tylko ja jestem twoja. On też jest twoja. Jest dla ciebie ważna.
- Jeymi to co mówisz jest nie poważne. Nie odwracaj ode mnie wzroku, popatrz. Jestem tylko twój, nikogo więcej, a ona nie jest już moja. Ja chcę tylko ciebie.
- Ciężko mi w to wierzyć.
- Jesteś rozzłoszczona, musisz się uspokoić, nie myślisz. Wejdź do środka.
- Zostaw mnie, chcę pomyśleć w samotności.
- Nie zrobię tego.
Mój stan się pogarszał, złość stawała się co raz silniejsza. Nie tylko moja. Pod maską kamiennej twarzy Liama, kryła się równie duża wściekłość. Nie wiem czy pożegnanie tego sporu jest możliwe, nie teraz kiedy oboje kipimy ze złości.
- Jeymi przestań być tak cholernie uparta.
- Przestanę, kiedy ty zrozumiesz co czuję.
Widziałam jak cały się spina. Jego postura stała się silniejsza i jakby wyższa. Z jego twarzy, trudno było coś wyczytać, ale mogłam stawiać na urażenie....

_____________________________________________________

Nie powiem wam, kiedy następna... jeśli będzie możliwość to w środku tygodnia, albo nawet w niedziele :D

Liam cz.19 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"




 
"Jesteście, zawsze będziecie, ja jestem tylko dodatkiem"

Weszłam z powrotem do sypialni, szukając tlenu.
- Nigdzie się nie wybieram.
Cząstka mnie się ucieszyła, ale wszystko pozostałe wiedziało, że jest to kolejne kłamstwo.
- Jeymi porozmawiaj ze mną, nie traktuj mnie jak powietrze !
Ryknął, aż się skuliłam. Bałam się. Ale teraz on czuje to co ja w sklepie. Byłam ulotnym, nie widzialnym powietrzem..... Czułam skurcz szczęki, zęby bolały mnie od zaciskania.
- Dlaczego ?
Mój głos był przepełniony strachem, nie potrafiłam tego ukryć.
- Nie wiem.
- Dlaczego Liam ? Jestem aż taka zła ? Przepraszam... przepraszam, że nie jestem piękną księżniczką z bajki, przepraszam, że jestem jaka jestem... Ale powiedz mi dlaczego ?
- ....
Odpowiadała mi tylko cisza, cholerna cisza. Ona jest gorsza od tysiąca słów, niesie za sobą obojętność, a obojętność drugiego człowieka rani bardziej niż cokolwiek innego. Spojrzałam w jego oczy, które tak uparcie patrzyły w moje. Dziwne, bo brązowe płomyki wygasły, w jego tęczówkach nie tańczyła już miłość do mnie, była tylko czarna pochłaniająca pustka. Jego oczy przestały już błyszczeć, stały się matowe, wyschnięte i chłodne. Przestał mnie kochać.... jeżeli kiedykolwiek to robił. Pokręciłam głową, kiedy pod powiekami pojawiło się kilka słonych kropli. Nie będę płakać. Spuściłam głowę, zmierzając do wyjścia i do schodów. Stopy dotknęły pierwszego stopnia, a skarpetka przeniknęła zimnem, bijącym z drewnianych paneli.
- Jeymi stój !
Zatrzymał mnie na przed ostatnim stopniu, trzymając ciasno za nadgarstek. Patrzyłam jak ciężko oddycha, zawzięcie myśląc. Nagłym i nie oczekiwanym ruchem przygniótł mnie do ściany, zachłannie całując. Jego pożądanie stawało się coraz bardziej namacalne, pociągając też mnie.
- Nie odchodź aniołku.
Nadal mnie całował, dając małe przerwy na złapanie oddechu.
- Nie odchodź ode mnie aniołku.
Usta miałam już odrętwiałe, ale czułość i namiętność w jaką zostałam porwana nie pozwalała mi przerwać tego.
- Daj mi czas...
Czas ?
- Na wymyślenie dobrej wymówki ?
- Na naprawienie tego.
Jego ręce dostały się do mojej nagiej skóry, pobudzając dreszcze. Robi to specjalnie...
- Dlaczego Liam ?
-......
- Dlaczego ?
- Chciałem cię ukryć. Chciałem trzymać cię w tajemnicy, by nikt nie mógł mi cię odebrać.
Na chwilę przestałam reagować, a moje serce zmiękło.
- Nie odchodź aniołku.
- Liam...... kocham cię.
Przytuliłam się do niego, a on zesztywniał, po chwili jednak odwzajemnił uścisk, milcząc.
- Mam na ciebie ochotę...
- Zamknij się, wszystko psujesz.
- Och... nic na to nie poradzę, że mnie rozpalasz.
Otarł się swoją prężącą erekcją o moje biodro, muskając zębami moją wargę.
- Mogłabyś coś z tym zrobić ?
- Niestety, ale chyba nie.
- Droczysz się ze mną ? Bo nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo mógłbym doprowadzić cię do szaleństwa.
Huh Liam sekspert powraca.
- Jak mógłbym cię przekonać ?
Zaczął miarowo ocierać się swoimi przyjacielem o mnie, w efekcie pozbawiając mnie silnej woli. Jego usta spoczęły na szyi, całując wrażliwe miejsce u jej podstawy.
- Dooobra przekonałeś mnie.
- W takim razie idź do sypialni, a ja pójdę zamknąć drzwi, lubią w padać tu nie proszeni goście.
Mrugnął do mnie, zeskakując z ostatniego stopnia. Szybko pognałam w górę, wpadając któryś z kolei raz do sypialni. Opadłam na łóżko, próbując oswoić się z tym co miało miejsce. Coś zabrzęczało, a ja rozejrzałam się poszukując źródła. Telefon Liama, leżał obok mnie, a na jego wyświetlaczu widniała koperta. Zignorowałabym to, gdyby nie jej nadawca. Serce zaczęło wybijać złowieszczy rytm, a palce operowały po dotykowym ekranie.

Od Eleny:
Słyszałam, że wybierasz się na dzisiejszą imprezę, spotkamy się Xx. Jestem nie cierpliwa.

C.co ? Wyszłam ze wszystkiego i rzuciłam telefon obok siebie. Dłońmi okryłam twarz, żałując tego co zrobiłam. Nie powinnam, to jego. Jednak ta wiadomość.... on ma z nią kontakt ? Kocha ją ? Nie on jest ze mną, ja jestem jego aniołkiem. Ma z nią kontakt. Kontakt z Eleną. On i Elena. Wstrząsnął mną suchy szloch, w tym samym czasie co Payn, pojawił się w drzwiach....

________________________________________

środa, 12 lutego 2014

Liam cz.18 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"





"Ulotna, niewidzialna, jak powietrze"


Schowałam oprawione zdjęcie, pod stertą ciuchów ułożonych w kostkę i powędrowałam do łazienki. Szybki, ciepły prysznic oczyścił mnie z myśli, pozostawiając tylko jedną. Liam, piękny mężczyzna jest mój....


* 2 dni później *

Wszystko wydaje się mieć dobry kierunek. Oni zakochani, świata nie widzą. Chociaż, żadne z nich nie odważyło się powiedzieć "kocham", poczuli smak miłości. Uczucie w nich zakiełkowało, wyrastając i łącząc. Miłość potrafi boleć, dziewczyna poczuła to. Kocha tak bardzo, że aż odczuwa ból. Przez całe dwa dni byli tylko oni. Oni sami zamknięci w jej mieszkaniu. Próbowali się poznać, chociaż żadne nie wyjawiło swoich tajemnic.... Przeżyli, zrobili to... ich nagie ciała połączyły się w błogiej przyjemności. Oboje mieli swój pierwszy raz dawno za sobą, byli doświadczeni, jednak nigdy nie przeżyli tak wysokiego uniesienia.... Żyli tylko dla siebie, tak już pozostanie zawsze...


-Liam chodź już.
Wciągnęłam chłopaka do sklepu, potrzebując kupić pożywienie. Oboje szliśmy równym tempem, on pchając wózek, ja zgarniając z półek produkty. Chłopak zupełnie tu nie pasował, śmiałam sądzić, że od dzieciństwa nie był nigdy w super-markecie. Nie wyrażał żadnych uczuć, a jego mięśnie były napięte. Każda kobieta, jaka przeszła obok, pożerała go wzrokiem. Zazdrość rosła, mimo, że wiedziałam, iż żadna się nie zbliży. Był zbyt onieśmielający, nawet dla mnie samej. Ciężko przyzwyczaić się do jego nowo co odkrytej strony, po miesiącach etapu "zrzędy". Potrafi przerażać.
- Um... pójdę po mleko, zostań jeśli chcesz...
Uraczył mnie chłodnym spojrzeniem, odprowadzając wzrokiem. Huh wspomniałam już, że potrafi być bardzo zazdrosny ? Doświadczyłam tego po telefonie od Barneya. Chwyciłam mleko, nie chcąc przeciągać tych chwili. Chcę mojego Liama, tego troskliwego, który zniknął od razu po wyjściu z windy. Mojego dobrego Liama....
Patrzyłam przed siebie, próbując rozpoznać mężczyznę rozmawiającego z moim chłopakiem. Jego zarost był wyraźny, wyraźniejszy niż u Payna. Był starszy... na pewno był. Blond włosy sięgały za kark, mimo wszystko dodając mu ostrości.
Cicho chrząknęłam, stając obok. Obaj obrócili się spoglądając na mnie. Liam wydawał się nie chcieć mnie tutaj. Co zrobiłam przez ten czas nie tak ?
- To jest Jeymi moja koleżanka...
Koleżanka !?
- A to Andy mój przyjaciel.
Koleżanka ? Krew odpływała z mojej twarzy, czyniąc ją bladszą niż zwykle. Jak mógł nazwać mnie tylko koleżanką ? Wstydzi się mnie ? Nawet nie jestem przyjaciółką, tylko pieprzoną koleżanką. Boli.
- Miło cię poznać. Jest dzisiaj impreza możesz dołączyć do Liama i przyjść, widzę, że i tak spędzacie razem dzień.
Och, a więc idzie na imprezę.... zamierzał mi o tym powiedzieć ?
- Nie my nie... po prostu wpadliśmy tutaj na siebie i Jeymi ma już dzisiaj plany. Przyjdę sam.
Nadal jestem nikim dla niego. Ból przeszywał mnie całą. Jak on może ? Spotkaliśmy się tylko w sklepie... kłamca. Pieprzony Kłamca.
- Tak mam plany....
Szepnęłam ledwo słyszalnie, spoglądając na Liama. Lekceważył mnie. Bliska świata łza zamajaczyła w moich oczach, odłożyłam mleko za siebie, przechodząc obok nich i zmierzając do wyjścia. Moja złość rosła i rosła, wspinając się na kolejne szczebelki.


***

Mieszkanie to jedyna prawdziwa obronna oaza. Zamknięta w czterech ścianach siedziałam z podkulonymi nogami próbując pojąć wszystko. Jak on mógł... ? Wszystko się we mnie zaciskało, sprawiając nieprzyjemny ból. Moje myśli wirowały.... nie, właściwie to nie wirowały, były zaplątane w jeden supeł, którym był Liam. Nie mogłam myśleć, w głowie cały czas było jedno i to samo. Oddech miałam ciężki, słyszałam to. Wyprostowałam się, zmierzając schodami do góry. Otworzyłam drzwi sypialni, po to by za chwilę zamknąć je na klucz. Dzień był jeszcze młody, chociaż tak bardzo pragnęłam nocy. Chciałam zasnąć i wstać jutro rano. Złość mną targająca, odbierała mi wszystko. Traciłam kontrolę nad sobą, byłam bliska, by znaleźć chłopaka i .... właśnie co miałabym zrobić ? Przysiadłam na podłodze, opierając plecy o łóżko. Odetchnęłam głęboko, po czym brałam tyle świeżego powietrza ile byłam w stanie... Minęło 10 minut jak usłyszałam kroki, a później pukanie do drzwi mojej sypialni.
- Jeymi otwórz.
Milczałam wsłuchując się w jego głos. Naprawdę go kocham.
- Wiem, że tam jesteś. Przepraszam.
Naprawdę go kocham.
- Jeymi otwórz.
Kocham go.
- Jeymi otwórz kurwa drzwi !!!
Podniosłam się z podłogi, przechodząc obok drewnianej powłoki i mijając się z jego wołaniem. Łazienka, tam wszystko cichło, nie w zupełności, ale trochę. Odkręciłam kran, puszczając wodę do zlewu. Przyjemny szum zagłuszał krzyki. Przysiadłam na sedesie, wpatrując się w lustro nad umywalką, w swoje odbicie.
- Jeymi !
Liam wpadł do łazienki z przestrachem w oczach. Zakręcił wodę, zbliżając się do mnie. Wyciągnął do mnie dłoń, jednak zwinnie jej uniknęłam- cofając się.
- Nie dotykaj mnie.
- Jeymi przepraszam cię. Bardzo mi przykro.
- Mnie także...
Ponownie spróbował się zbliżyć, ale ja tylko powtórzyłam wcześniejsze słowa.
- Jeymi proszę. Bałem się o ciebie.
- Niepotrzebnie. Jestem tylko koleżanką.
- Nie jesteś.
- Och... awansowałam poziom niżej ? Jestem znajomą czy nieznajomą ?
Jego twarz stała się surowsza, kiedy zacisnął zęby.
- Moją dziewczyną.
- Nie wydaje mi się.... miłej imprezy.
Weszłam z powrotem do sypialni, szukając tlenu.
- Nigdzie się nie wybieram.
Cząstka mnie się ucieszyła, ale wszystko pozostałe wiedziało, że jest to kolejne kłamstwo.
- Jeymi porozmawiaj ze mną, nie traktuj mnie jak powietrze !
Ryknął, aż się skuliłam. Bałam się. Ale teraz on czuje to co ja w sklepie. Byłam ulotnym, nie widzialnym powietrzem.....

_________________________________________________

Mamy kolejny, następnej części spodziewajcie się jutro :D / Natalia

Liam cz.17 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"



 
 
 
"Aniołowie..."

Położył się na plecach, podciągając mnie, bym położyła się na nim. Okrył nasze ciała kocem, zaplatając swoje dłonie na moich plecach. Oparłam swój policzek o jego klatkę, odzianą koszulką i zamknęłam oczy.
- Zostanę tutaj z tobą...
Nie słyszałam już nic....


*Rano*
Otworzyłam zaspane oczy, próbując nabrać ostrości. Obraz był rozmazany, ale nie na długo. Sięgnęłam ręką pod siebie, chcąc poprawić poduszkę, jednak napotkałam się coś twardego. Prowadziłam swoją dłoń po materiale, próbując wymacać co to jest. Czyjś lekki chichot rozniósł się echem w każdym zakamarku, wzbudzając we mnie dreszcze. Podniosłam głowę, napotykając uśmiechniętą twarz Liama. Ciepło rozlało się w moim ciele, a radość przejęła wszystkie zmartwienia. Pochylił się, składając delikatne muśnięcie na moich wargach, po czym obdarzył mnie jednym z najpiękniejszych uśmiechów....
Całą noc spędziłam ułożona na nim, a rano obudziłam się przy nim. Był ze mną, nie zostawił mnie.
- Długo nie śpisz ?
Zapytałam nie pewnie, opadając głową na jego klatkę. Obrałam sobie punkt na ścianie, zawzięcie się w niego wpatrując.
- Od jakiś 2 godzin.
- Och..... mogłeś mnie obudzić.
Czułam się trochę nie zręcznie.
- Jest dopiero 7:00.
Huh ? Dopiero ?
- Myślałem o tobie, o tym co jest...
O nie... poważna rozmowa na tak wczesną godzinę, to nie jest dobry pomysł.
- Moglibyśmy spróbować czegoś więcej ?
- C..co ?
Podniosłam się, w efekcie siedząc na nim okrakiem. Czułam się skrępowana, rozważając jednak wersje leżącą. Dzięki Bogu on także się uniósł.
- Pomyślałem, że my, może moglibyśmy spróbować czegoś więcej...
- Co masz na myśli ?
Podniosłam wzrok na jego twarz, ilustrując dokładnie każdy element.
- Związek. Ty i ja, chcę z tobą być.
Wyrzucił z siebie słowa z prędkością karabinu.
- Mówisz poważnie ?
- Jestem śmiertelnie poważny.
Odparł sucho, aż poczułam gęsią skórkę.
- Ja... ja chyba nie potrafię, nie teraz, nie po tym wszystkim...
- Wiem, że trudno mi zaufać, ale boję się utraty ciebie i jestem wstanie zrobić wszystko. Jak mogę cię przekonać ?
- Nie wiem...
Spuściłam głowę, wpatrując się w swoje splecione dłoń. Nie potrafię racjonalnie myśleć, nie mogę tego wszystkiego do siebie przyswoić. Nie mogę... Boję się ryzyka, on jest moim największym ryzykiem. Liam James Payne.....
- Aniołku spójrz na mnie, nie uciekaj.
Po chwili kompletnej ciszy zrobiłam to, o co mnie prosił. Zazwyczaj lodowate, nie wyrażając żadnych uczuć oczy, teraz były pełne troski i strachu. Rysy jego twarzy złagodniały, a na czole pojawiła się łagodna zmarszczka. Piękny mężczyzna patrzył na mnie, a ja na niego. Zastygnięci w przestrzeni czasu, uwięzieni w chwili.
- Daj mi szansę.... dam z siebie wszystko. Postaram się, byś nigdy nie żałowała.
Widziałam zmianę, malującą się na jego twarzy, widziałam malujący się ból. Niepewnie podniosłam dłoń, dotykając opuszką linie jego szczęki, podążając palcem po jego zaroście. Nachyliłam się do przodu, całując jego usta najdelikatniej, jak umiałam.
- Wykaż się.
Wyszeptałam, ponownie go całując. Oplotłam swoje ramiona wokół jego talii, przytulając się do niego.
- Jesteś tylko moja aniołku.
- A ty tylko mój.
Wsłuchiwałam się w jego oddech i galopujące serce. Być może popełniłam błąd, jednak nie mogę nic poradzić na to, że go kocham.
- Miałaś jakieś plany na dzisiaj ?
- Tylko jedne. Muszę się iść wykąpać, a później jestem wolna.
Podniosłam się z jego kolan, uważając by nie upaść.
- Wrócę za kilka minut.
Odeszłam schodami na górę, wchodząc do swojej sypialni. Uchyliłam jedną z szafek, wspinając się na palce i ściągając z półki czysty sweter. Wyciągnęłam przetarte i sprane jensy, odkładając zestaw na łóżko. Podeszłam do komody, odsuwając pierwszą szufladę i wyjmując z niej bieliznę. Podnosząc głowę, wzrokiem napotkałam nasze zdjęcie. Moja tajemnica. Chwyciłam ramkę, unosząc ją do góry i spoglądając na drzwi. Zrobiłam kilka kroków, stając po środku pokoju. Moja tajemnica... mogę ją wyjawić lub ukryć. Wstrzymałam oddech biegnąc do szafy i decydując się na to drugie. Schowałam oprawione zdjęcie, pod stertą ciuchów ułożonych w kostkę i powędrowałam do łazienki. Szybki, ciepły prysznic oczyścił mnie z myśli, pozostawiając tylko jedną. Liam, piękny mężczyzna jest mój...


____________________________________________

piątek, 7 lutego 2014

Liam cz.16 "Skrywam tajemnicę.... kiedyś byłeś przyjacielem"



 

 
 
"Dzisiejszej nocy zmienia się cały świat, jedna chwila trwa... Chciałabym, byś taki był zawsze, twoje czyny jednak coś kryją"


Milczeli całą drogę. Włosy dziewczyny delikatnie powiewały, a ona biła się z myślami nie wiedząc co zrobić, powiedzieć, jak się zachować. Chłopak ukradkiem przyglądał się jej, nie mogąc oderwać wzroku. Jego nerwy są teraz kojone dzięki obecności Jeymi, on to czuje. Musi powiedzieć jej kilka słów, ale boi się jej reakcji. Rankiem w jej kuchni coś się stało, coś się wydarzyło. Coś zraniło....

Doszliśmy, aż na most. Wolnym, delikatnym krokiem podeszłam do barierki, przechylając się nad nią. Uwielbiam ten widok. Światła całego miasta, skupiają się w jednym miejscu na tafli wody, snując barwne smugi. Żółte, niebieskie, pomarańczowe, czerwone, fioletowe, różowe... kolory świata.
Jest magicznie, mogę spędzić tu całą noc.
- Jeymi ?
- Hm ?
Mruknęłam, nie odrywając wzroku od rzeki. Próbuję się w niej czegoś doszukać.
- Czy ty... ty.. jest szansa, że wybaczysz mi kiedyś te wszystkie słowa ?
Podnoszę głowę, ale nie obracam się. Nie spodziewałam się tego pytania. Jakby ktoś właśnie walnął mnie cegłą. Co mam mu odpowiedzieć ? Sama sobie nie potrafię, a mam jemu.
- Nie wiem.
Cicho wypowiadam odpowiedź na wszystko. Jego postać pojawia się tuż obok, ręce zwisają mu swobodnie z barierki, a jego szczęka jest napięta. Wzrok wlepia gdzieś przed siebie zupełnie zamyślony. Wygląda niewinnie i pięknie.
- Żałuję ich. Żałuję wszystkiego co powiedziałem.
Ymm.. on mówi prawdę czy robi sobie jaja ? Czy on właśnie się zwierza ? Wypuszczam postrzępiony oddech, zastępując go chłodnym powietrzem.
- Wiem, że się mi przyglądasz.
Natychmiast odwracam wzrok, czując czerwień wpełzającą na policzki.
- Jesteś piękna.
Cholera co ? On powiedział mi komplement ? Liam James Payne ? Chyba muszę umyć uszy. Tak na pewno muszę. To jak zdobyć Mont Everest.
- Nie wierzysz prawda ?
Czyta mi w myślach ? Kręcę delikatnie, przecząco głową. Ciężko jest uwierzyć po tym wszystkim. On nie mógł zmienić się z dnia na dzień. To jest nie realne. Spoglądam na niego i on także patrzy na mnie. Wszystko dookoła się spowalnia. Zwalnia do minimum. Zupełnie jak w filmie. Jakby ktoś sterował wszystkim, a teraz wcisnął pauzę. Powoli, inaczej zbliżył swoje usta do moich, zatrzymując kilka minimetrów przed moimi.
- Masz wyjątkowe oczy, przypominają mi dawne czasy.
Połączył nas, nasze wargi razem. Odpowiedziałam, ale tylko raz, później przerwałam pocałunek. Elena.
- Masz Elene, ciągle łamiemy zasady, to jest nie dobre.
- Nie mam Eleny, chcę łamać zasady.
Ponownie się zbliżył, okrywając moje usta swoimi. Dzisiaj wszystko jest inne. Liam jest delikatny. Wszystko jest zaczarowane. Trwamy w jedności, uwięzieni w przestrzeni czasu, który teraz ustał. Ustał dla nas. Przyjemne fale rozsyłane są po całym ciele, docierając do każdej komórki. Nie wiem co się dzieje. Nie mogę myśleć, nie jestem wstanie. Silne ramiona otulają moje ciało, a usta spoczywają na moim czole. Przyciąga mnie do swojego serca, mocno tuląc.
- I've seen you cry, I've seen you smile. I've watched you slepping for a while. I've been addicted to you. (Widziałem jak płaczesz, widziałem jak się śmiejesz. Obserwowałem cię kiedy spałaś. Uzależniłem się od ciebie)
Zaczął cicho szeptać, jakby chciał... bym tylko ja to usłyszała.
- Bez ciebie....
Milczał chwilę nic nie mówiąc.
-I'm so hollow baby (Jestem tak pusty kochanie)
Nic mu nie odpowiadałam. Nie byłam wstanie nic powiedzieć. To wszystko jest zbyt piękne. Wiem, że zaraz coś się stanie i wszystko zniknie.... szybko nastanie koniec tej chwili, a ślad po niej rozmyje się jak blask księżyca na wodzi. Taka jest kolej rzeczy. Takie jest moje życie. Koniec nadchodzi...


***
Dziewczyna znowu ma jeden ze swoich koszmarów, chce się obudzić, ale nie może. Jej ciało noszone jest po całym łóżku, wijąc się w różne kształty. Kropelki potu zgromadziły się na jej czole, a koszulka przykleiła się do jej ciała. Zwija się i prostuje z jękiem przepełnionym bólem. Nikt nie może jej teraz uspokoić, bo nikogo nie ma. Wszyscy mają swoje życie, wszyscy śpią w swoich mieszkaniach. Krzyk wyrywa się z jej ust, a ona wyprostowana siada. Trwa pół we śnie, pół w rzeczywistości. Jej klatka unosi się bardzo szybko, zbyt szybko, oddechy są ciężki i nie pełne....

Wszędzie jest ciemno, bardzo ciemno. Nie widzę nic, obraz jest niewidzialny, jakbym miała zamknięte oczy. Jest mi gorąco, jednak naciągam na ciało skopaną kołdrę, otulając się nią po samą szyję. Do policzka przyciągam chłodną poduszkę, chowając w niej twarz. Nim mój oddech zdąża się uspokoić, ja już jestem daleko w otchłani.

Chłopak także ma tej nocy koszmar, nie tak dotkliwy jak Jeymi, ale jego ciało drży. Sen o jego kolejnym popełnionym błędzie i utracie dziewczyny, jest dla Liama przerażający... Dotarło ile ona znaczy dla niego. Pogodził się i uświadomił sobie uczucia do niej. Wie co czuje, chce jej to powiedzieć, ale jest świadomy, że nie wybaczyła mu jeszcze... Zwlekanie jednak, jest najgorszym....


*Nowy dzień*
Listopad. 1 Listopad. Nowy miesiąc. Nowy początek. Dzień zmarłych. Dzień, gdzie prawie każdy spędza swój czas z rodziną. No właśnie prawie każdy. Ja nie. Nie jestem Brytyjką. Pochodzę z Seattle.
 Ale od 3 roku mieszkałam w Portland.
 Kocham to miasto, tam się wychowałam, tam jest mój dom. Wrócę tam pewnego dnia. Bardzo przypomina mi Londyn. Wracając ja jestem w Londynie, zbyt duża odległość. Lot trwałby około 17 godzin, nim bym doleciała musiałabym wracać.
Dochodzą też duże koszty biletu. Samotność tego dnia została mi już przypisana. Wygramoliłam się z łóżka, pełzając do okna. Kilka drzew na przeciwko zostało już ogołoconych. Liście opadły, wirując teraz między ludźmi. Leciały do nieba i opadały w dół, skąpane w kałużach jesiennego deszczu. Podeptane przez setki ludzkich stóp. Jestem jak ten liść. Opuściłam rodzinę, by spełnić marzenie, a teraz wznoszę się i upadam. Dzwonek do drzwi wytrącił mnie z zamyślenia. W zasadzie to mnie przestraszył i wprowadził w stan zdziwienia. Zbiegam na dół, zatrzymując się przed drzwiami. Związuję szybko włosy w wysokiego kucyka i przecieram zaspane oczy. Ściągam z wieszaka bluzę Liama, zakładając ją w celu zakrycia piżamy. Nie zdążyłam zapiąć zamka, kiedy ktoś zaczął pukać. Nie chcąc przeciągać, otworzyłam drzwi, chowając swoje ciało za drewnianą powłoką. Liam. Co on tu robi ?
- Cześć.
Wypowiedział, przyglądając mi się. Jego uśmiech poszerzył się, a oczy zabłyszczały.
- Moja bluza.
Nerwowo przygryzam wargę, nie wiedząc co robić. Nie jest tu bez powodu. Wszedł do środka, odciągając moje dłonie od klamki i zamykając drzwi. Moja tarcza !
- Potrzebowałem cię zobaczyć.
Przysunął się muskając moje usta.
- Chcę ci coś powiedzieć, ale nie teraz. Możemy spędzić razem dzień ?
Kiwam głową, nie myśląc co robię. Nie mogę wydusić z siebie słowa.
- Obudziłem cię ?
Kręcę głową.
- Czemu nic nie mówisz ? Urwano ci język ?
Kręcę głową.
- Jeymi ?
- Nie...


*Wieczór*
Cały dzień spędziłam w towarzystwie Liama. I właściwie to nic nie robiliśmy, poza oglądaniem telewizji. Nadal tu jest. Trzyma mnie mocno przy sobie, nie puszczając nawet na chwilę. Jego powieki są przymknięte, a ja bez problemu mogę się mu przyglądać. Wygląda słodko i pięknie. Odurzająca mieszanka. Zakochałam się w nim. Kocham go, kocham tego chłopaka, który ciągle coś robi nie tak, kocham tego chłopaka, mimo, że zadał mi ból, kocham go mimo... mimo wszystko.
- Jeymi ?
On nie śpi ?
- Hm ?
- Wiem, że się mi przyglądasz. Uwielbiam, gdy to robisz. Musisz coś wiedzieć.
- Co takiego ?
Jego ramiona zacisnęły się mocniej wokół mojej tali. A jego usta przywarły do mojego ucha. Ucałował je, po czym poczułam, te same wargi na swojej skroni. Chcę by taki był zawsze.
- Jesteś dla mnie najważniejsza, wszystkie moje myśli poświęcone są tobie. Nie chcę cię stracić, nie chcę byś kiedyś odeszła.
- Więc mi na to nie pozwól.
Wypowiedziałam opuszczając głowę w dół. Senność próbowała ze mną wygrać.
- Nie pozwolę nigdy, zmieniłem się i nadal próbuję.
Położył się na plecach, podciągając mnie, bym położyła się na nim. Okrył nasze ciała kocem, zaplatając swoje dłonie na moich plecach. Oparłam swój policzek o jego klatkę, odzianą koszulką i zamknęłam oczy.
- Zostanę tutaj z tobą...
Nie słyszałam już nic....

________________________________________________

Posłodziłam troszkę, ale naszej Jeymi należy się troszkę odpoczynku. No, a więc mam nadzieję, że się podobało i nie długo pojawi się nowa strona Liama, :D / Natalia

Liam cz.15 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"



"Ślepa uliczka w twoich ramionach... Zamykam oczy, by nie patrzeć... otwieram, by widzieć"

Ta.. on też się ucieszył, zamykając mnie w swoich ramionach.
- Zostaw mnie.
Nie kryłam ostrości w swoim głosie, wręcz wkładałam w niego więcej jadu.
- Kochanie potrzebuję cię.
Potrzebuje mnie ? Do czego ?
- Zostaw mnie i nie mów do mnie kochanie. Nie potrzebujesz mnie, nigdy nie potrzebowałeś i tak zostanie.
- Mylisz się...
Zignorowałam jego słowa, nurkując w jego ramionach i uciekając do lady. Nie obliczalny... jest nie obliczalny... jego ruch był nie obliczalny... zatrzasnął moje nadgarstki w swoich dłoniach, wbijając się w moje usta. Nie odpowiedziałam na jego pocałunek, skupiałam się na bólu, który w tej chwili mi sprawiał.
- Odpowiedz.
Dalej całował, a ja stałam murem, czując łzy napływające do oczu, ale nie ma szans bym płakała.
- Odpowiedz!
Wysyczał ostro w moją twarz, a ja walczyłam z kontrolą nad swoim ciałem. Zaczynałam ją tracić, ale nie ulegnę. Nie tym razem, nie teraz, nie tu, nie jemu.
- Puść mnie.
- Nie.
- Twoja dziewczyna tu idzie.
Momentalnie jego uścisk stał się nieodczuwalny. Wypuściłam powietrze z płuc i odeszłam do lady, ignorując spojrzenia ludzi. Złożyłam zamówienie i na chwilę ulegając spojrzałam w tył. Elena zdążyła już wejść, stała przed nim mówiąc coś, on natomiast tępo wpatrywał się we mnie. To co się dzieje jest niemożliwe. To wszystko jest niemożliwe. Przymknęłam powieki odwracając głowę, jestem pewna, że widział w moich oczach ból. Odebrałam zamówienie, ówcześnie za nie płacąc i mijając dwójkę, odeszłam do wyjścia. Pchnęłam zgiętym kolanem drzwi, zmagając się z ich otworzeniem. Różnica temperatur stała się odczuwalna, kiedy dwa fronty zderzyły się ze sobą. Rozejrzałam się za przyjaciółmi, dostrzegając ich kilkadziesiąt metrów ode mnie, po drugiej stronie.
- Ty!
Odwróciłam się do tyłu na krzyk dziewczyny Payna.
- Mówiłam ci, żebyś trzymała się od niego z daleka.
Nie wierze, że on stoi za nią i nie reaguje....
- A co niby robię ?
- Masz kurwa zniknąć rozumiesz ?
- Nie zrobię tego. Nie jestem wróżką Elena, mówiłam ci.
- Pożałujesz tego szmato!
Serce mi stanęło, a powieki mimowolnie się zamknęły tworząc tamę dla łez.
- Przestań.
Nie ja to powiedziałam. Czułam cień padający na mnie, ale bałam się patrzeć. Co jeśli otworzę oczy, a słone krople wypłyną ? Coś trzasnęło, a ja spojrzałam. Przede mną swoją posturą stał Liam. Zupełnie jakby tworzył mur obronny. Nie dla Eleny... dla mnie. Mur dla mnie. On... go tworzył. Liam.
- Bronisz jej ?
- Przestań.... wracajmy do reszty.
Znowu interweniował, kiedy ja milczałam niezdolna, by mówić.
- Chcesz zakończyć nasz związek ? Chcesz go zakończyć przez swoją głupotę?
Nie mogłam tego słuchać, nie chciałam.
- Zniknę.
Moje słowa... one nie brzmiały jak moje. Mój głosy był ochrypły i drżący. Payne odwrócił się do mnie, próbując złapać ze mną kontakt. Bez powodzenia.
- Odejdę.
Słowa skierowałam do Eleny. Spojrzałam ostatni raz na Liama. Był rozbity, zagubiony, złamany, ale przecież to jego gra. Odeszłam do przyjaciół, wręczając im gorące napoje.
- Ja muszę wracać do mieszkania. Napiszę wam jak dojdę. Dziękuję za spędzony czas.
Przytuliłam każdego, oddalając się nim para zdąży dojść. Owinęłam się bardziej bluzą chłopaka odcinając dopływ zimna. Byłam świadoma, że ją mam, ale jest mi zbyt zimno bym mogła ją oddać. Nie bardzo znając drogę, szłam cały czas wzdłuż Tamizy....


***
Drzwi windy skrzypnęły, otwierając się. Wyczerpana, z bólem stóp doszłam do mieszkania. Otworzyłam drzwi, od razu idąc do lodówki. Wyciągnęłam butelkę schłodzonej wody i oparłam się o zamknięte drzwiczki urządzenia. Na blat rzuciłam kluczę, po czym odkręciłam zakrętkę, przelewając przez gardło łagodzącą ciecz. Zjechałam na ziemię, wplatając dłonie we włosy i lekko je ciągnąc. Gdzie mam teraz pójść, pojechać, polecieć ? Spuściłam głowę w dół, zaciągając się świeżym powietrzem. To wszystko nie tak ma iść....
- Nie możesz ! Nie pozwolę ci !!!
Podniosłam wzrok, widząc Liama w swoim mieszkaniu.
- Nie pozwolę ci zniknąć rozumiesz !!!
Wróciłam z powrotem do swoich stóp, czując ból rozchodzący się po całym ciele.
- Wyjdź z mojego mieszkania.
Powiedziałam na tyle głośno, by usłyszał. Naprawdę chciałam być sama. Ale on tylko podszedł do mnie, siadając obok. Ja mówię jakimś innym językiem ?
-Potrzebuje cię, nie możesz odejść.
Jego szept był delikatny, kojący wszystko. Łagodny. Oplótł moje ciało, biorąc je jako swoją własność.
- Potrzebuję cię, by żyć i myśleć.
- Proszę cię wyjdź i nie utrudniaj wszystkiego.
Nie chciałam go słuchać, nie mogłam. On trafiał prosto w moje słabe miejsca.
- Nigdy.
- Czemu to robisz ? Czemu do cholery jesteś tu, a nie tam ?
- Boje się ciebie stracić. Przepraszam, że dzisiaj wyszedłem po tym co się...
- Co nie miało prawa się zdarzyć. - przerwałam mu - zapomnij o tym, to już się nigdy....
- Powtórzy się, nie żałuję tego Jeymi.
Ale ja tak.
- Opuść moje mieszkanie, proszę cię.
Wstałam, odchodząc od niego i udając się do salonu. Zakochuje się w nim. Zakochuje się w chłopaku, który mnie niszczy....
- Naprawdę tego chcesz ? Chcesz bym poszedł ?
Stał za mną.
- Tak.
- Opuszczę twoje mieszkanie, ale nie serce Jeymi.
Skąd on wie ? Skąd wie co czuje ?
- Pozwól mi być. Zmieniam się, nie dostrzegasz tego ?
Objął mnie ramionami, chowając przed światem. Znowu to robi. Znowu miesza mi w głowie. Mogłabym to przerwać, ale nie potrafię. Żyje sercem, a serce potrzebuje go.
- Masz Elene....
- Ale pragnę ciebie. Powstrzymujesz łzy, pozwól im płynąć.
- Nie.
- Nie wypuszczę cię.
Jesteśmy nigdzie. Nasza rozmowa nie kieruje nas nigdzie. Ślepa uliczka,w której trwam od miesiąca....


***
Spali, spali razem. On i ona. Mieścili się oboje na kanapie w jej salonie. On jak powiedział, nie wypuszczał jej z uścisku, cały czas trzymał blisko siebie, blisko swojego serca. Czuwał nad nią, kiedy dziewczyna pogrążona była w jednym ze swoich męczących ją koszmarów. Wiele razy budziła się spocona i wystraszona w miarę możliwości, ale teraz było inaczej. Trwała w śnie nie mogąc się obudzić. W krainie Morfeusza dostrzegała obrazy swojej przyszłości. Jej ciało było targane pod wpływem złego snu, a chłopak tylko mocniej je ściskał próbując ją uspokoić. Rano wszystko miało zniknąć.... Sny wkrótce miały się spełnić.... nikt nie wiedział, jak silne znaczenie mają. Jak wiele dadzą, jak wiele zabiorą.


***
Otwieram oczy, by widzieć pustkę. Pustkę panującą w całym salonie. Chłód ogarnia moje ciało z każdej możliwej strony, a jasne światło wpadające do pomieszczenia, wydaje się wszystko zamrażać. Nie ma go. To jest właśnie to, każde jego słowo przepełnione kłamstwem. Zamykam oczy, by się uspokoić. By zagłuszyć ból. Zawodzi... zawiódł kolejny raz. Huk roznosi się po salonie, a moje przestraszone ciało siada wyprostowane. Oczy stają się ożywione, poszukując źródła, przyczyny. Ktoś jest w kuchni. Podnoszę się, a stopy niosą mnie do drugiego pomieszczenia. Jednak nadal tu jest. Stoję w progu, patrząc na Liama zbierającego telefon z ziemi. Jest tu. W środku moja radość jest nie do opisania, cieszę się. Z zewnątrz zachowuje jednak spokój, niewiarygodny spokój.
- Wstałaś.
Jest do mnie tyłem, a wie, że tu jestem. Skąd ?
- Odezwij się.
Nalega, ale ja milczę. Nie wiem co mogłabym powiedzieć. Oboje milczymy, trwając w przerażającej ciszy. Nawet nasze oddechy są niesłyszalne. Światło wpadające przez okno rozprasza się po ścianach, jest mroźno, ozięble. Potrzebuję ciepła, ciepła, które pojawia się tylko wtedy, gdy trzyma mnie przy sobie.
-Powinieneś wracać do Eleny.
Czemu to powiedziałam ? Chcę, by został.
- Masz rację.
Rusza w kierunku wyjścia i czekam, aż mnie minię. Po ciele rozlewa się na nowo uczucie pustki. Jednak to nie następuje. Nie mija mnie. Zatrzymuje się tuż przede mną, pochylając w dół. Jego niezwykle chłodne wargi spoczywają na moich ciepłych. Przez chwilę wyczuwam, że coś się stało. Coś ukrywa.
- Odwzajemnij to, proszę.
Tak się dzieje. Odwzajemniam jego pocałunek, czując chociaż przez chwilę, że coś znaczę. Językiem sunie po moich ustach, prosząc o pozwolenie, jednak ja nie potrafię ich uchylić. Mam jakąś blokadę, serce tego nie chcę. Serce kochające go.
- Przepraszam Jeymi.
Opuszcza moje usta, opuszcza pomieszczenie, opuszcza mieszkanie. Zostaje sama, sama ze swoimi myślami...


* Wieczór *
Powinnam coś zrobić ? Nie zrobiłam nic. Leże owinięta kocem na swoim łóżku i... i po prostu oddycham. Słyszę bić swojego serca, słyszę pracę swojego mózgu. Miałam zniknąć. Problem, że nie wiem jak. Nie chcę. Nie potrafię. Telefon zaświecił, pokazując wiadomość. Sms od wróżki. Przewróciłam się na bok, podkulając nogi. Spojrzałam na komodę, na nasze zdjęcie. Zdjęcie mnie i Liama. Dałabym wiele za jedną chwilę z tamtych czasów. Za jeden oddech w tamtym świecie. Nowa wiadomość. Podniosłam urządzenie do oczu, odblokowując ekran. Nacisnęłam kilka przycisków na pamięć, wyświetlając tekst.

Od Liama:
Wiele może się zmienić... Potrzebuję cię.

Zupełnie nie rozumiem jego wiadomości. Mówi zagadkami. Wyświetliłam kolejnego smsa.

Od Liama:
Poświęć mi 5 minut i wyjdź na zewnątrz. Czekam.

Co do cholery ? Odkryłam się ubierając swoją bluzę i schodząc do drzwi. Ubrałam botki za kostkę, biorąc kluczę i bluzę Liama. Gasząc światło wyszłam z mieszkania, kierując się do windy. Czemu on tu jest ? Znaczy on lubi mnie napadać, ale czemu teraz jest inaczej ? Drzwi się rozpostarły, a ja wyszła przed budynek, widząc sylwetkę chłopaka. Mimo, że była 18:00 zapadł już zmrok. Lampy

oświetlały chodniki i ulicę żółtawym światłem. Wszystko wydaje się teraz dziwne.
- Jesteś.
Posłał mi mały uśmiech, kiedy stanęłam tuż przed nim.
- Twoja bluza.
Odebrał ją ode mnie, ale nie przykrył nią swoich ramion. Okrył nią moje, szczelnie oplatając. To już nie jest śmieszne...
- Zatrzymaj ją, chcę się nią dzielić.
Huh?
- Możemy się przejść ?
Kiwnęłam głową, będąc kompletnie zmieszaną wszystkim.

Szli brzegiem Tamizy, prosto pod London Bridge. Ich twarze oświetlał jasny księżyc, a ciała otaczał zimny jesienny wiatr. Milczeli całą drogę. Włosy dziewczyny delikatnie powiewały, a ona biła się z myślami nie wiedząc co zrobić, powiedzieć, jak się zachować. Chłopak ukradkiem przyglądał się jej, nie mogąc oderwać wzroku. Jego nerwy są teraz kojone dzięki obecności Jeymi, on to czuje. Musi powiedzieć jej kilka słów, ale boi się jej reakcji. Rankiem w jej kuchni coś się stało, coś się wydarzyło. Coś zraniło....

________________________________________

Hej hej.... na początek chciałam was przeprosić, że części pojawiają się tak późno. Przepraszam jeśli pojawiły się jakieś błędy lub zdania kompletnie do siebie nie pasują, bądź są bezsensowne.
Okej już nie marudzę.
A więc bardzo wam dziękuję, że nadal jesteście, czytacie i mnie nie zostawiliście. Jestem wam ogromnie wdzięczna <3 <3 <3 <3 <3
+
Szukając zdjęcia natknęłam się na to i po prostu mnie rozbawiło.... :D Dawna fobia Liama ^^ /Natalia

liam payne gif | Tumblr

Liam cz.14 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"




"Nawet przy swojej dziewczynie, jesteś nieobliczalny wobec mnie"

Zamykam oczy, maskując łzę i zakrywając się kocem, podrywam się z kanapy. Idę do kuchni, nie mając odwagi spojrzeć na Liama. Staję przy blacie i owijam się szczelniej, patrząc jak deszcz zaczyna kropić,
tak jak łzy z moich oczu. Jestem taka głupia.... Nigdy nie będę dla niego znaczyć więcej niż świat.... Przez ułamek sekundy czuję jego obecność za sobą, ale milczę nie odwracając się, a kiedy decyduję się na ruch, jego już nie ma. Tylko woń jego perfum, zanikająca w powietrzu. Zamykam oczy, a moim ciałem wstrząsa szloch, odpowiadający za jedyne dźwięki w tej chwili. Czemu nie potrafię, chociaż raz mu nie ulec? Wystarcza, że pstryknie palcami, a moje ciało jest jego. Nie moje, jest jego. W całości jego. Nabierając powietrza do płuc, wychodzę do salonu, nie widząc po nim śladu. Typowe. Mam ochotę płakać, ale robię to zbyt często. Jak bardzo słaba jestem ? Muszę skończyć z płaczem. Powinnam zrobić wielką przemianę, zmienić coś w sobie, zamienić się w księżniczkę, w której jak w większości opowiadań on od razu się zakocha i rzuci dla mnie wszystko, Eleną, zrozumie, że to mnie kocha..... nie w mojej bajce, nie w moim życiu....

 
***

Trzaskam za sobą drzwiami, wchodząc do mieszkania z siatkami pełnymi jedzenia. Rozpakowuję je, wkładając wszystko do szafek i lodówki. Deszcz się uspokoił, a w swe ramiona, słońce przejęło Londyn. Wyciągnęłam z szuflady nóż i przekroiłam dopiero co kupione ciasto na pół. Znalazłam na półce ostatnie dwie tacki papierowe, ale bez łyżeczek. No trudno. Ułożyłam na nich kremówkę i wyszłam z mieszkania, zamykając nogą mahoniowy prostokąt. Zjechałam windą na dół, wychodząc przed apartamentowiec, gdzie stał siwy wcześniej wspomniany facet. Tak naprawdę ma na imię Staton.
- Zjesz ze mną ?- zapytałam go, przysiadając na betonowych schodkach.
Staruszek ochoczo kiwnął głową, zajmując miejsce obok mnie. Świeże powietrze, ładna pogoda i widok na London Bridge oczyszczają szybko umysł.
A poczucie, że nie jestem teraz sama, poprawia humor.
- Nie nudzi ci się ta praca ?
 
Wypaliłam nagle, nie myśląc o tym, że mogłam go tym urazić.
- Nie, mam stały kontakt z ludźmi, w tak podeszłym wieku samotność jest naprawdę przygnębiająca.
- A żona ?
- Jest cały czas ze mną, w sercu i wiem, że się cieszy.
- Nie rozumiem.
- Patrzy na nas z góry...
- Przepraszam... nie widziałam, ja nie chciałam tego...
- Spokojnie, jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem.
Jego szorstka dłoń ściskała moją, kiedy na twarzy zarysował się ciepły uśmiech w akompaniacie łagodnych zmarszczek. Chciałam spróbować zrozumieć dlaczego jest szczęśliwy, ale naprawdę nie potrafiłam.
- Jeymi !!!
Odwróciłam się twarzą do ulicy, widząc blondynka z całą ekipą. Naprawdę całą, rozum Liam i Elena też.
- Wybieramy się na miasto, chodź z nami.
- Huh... przepraszam, ale... nie mam ochoty.
- Nie przyjmuję nie.
Inni go poparli, a ja szukałam wymówek.
-Idź dziecko, korzystaj z życia nim będzie za późno. I nie bój się popełniać błędy, to co złe teraz, później będzie lepsze.
Staton mówił cicho i tylko ja mogłam go słyszeć. Moje życie jest inne. Tutaj, żadne teorie i powiedzenia mogą się nie sprawdzić.
- No chodź, bo wezmę cię przez ramię !- zagroził Harry.
- Nie.
- Jak chcesz...
Ruszył pewnie w moim kierunku, dotykając moich ramion.
- Dobra pójdę.
Poderwałam się do góry, stając na równi z chłopakiem, dzięki stopnią.
- Daj mi 5 sekund.
Ponownie przykucnęłam, łapiąc portiera za dłoń.
- Dziękuję za rozmowę...
Uśmiechnęłam się ciepło, po czym zeszłam na chodnik, równo wyłożony płytami. Krótko, jednym słowem przywitałam się ze wszystkimi, zajmując miejsce koło Eleanor.
- Gdzie macie zamiar iść ?
Zrobię to szybko, przejdę kawałek, a później pod byle pretekstem ucieknę.
- Zamierzamy wstąpić po jakieś koktajle, a później przejść się brzegiem Tamizy, taki zwykły spacer z przyjaciółmi.
Oh jasne ! Pomóżcie mi tylko utopić co nie których w tej rzece i wtedy spacer będzie z przyjaciółmi.

***

- Jeymi!!!
- Co? Co ?
- Jesteś nie obecna, idę do kawiarni po drugiej stronie ulicy, po czekoladę, idziesz ze mną ?
Pokiwałam szybko na słowa dziewczyny Louisa i ruszyłam  za nią. Wraz z minięciem progu lokalu, nozdrza wypełnił zapach mielonej kawy i woń słodkich ciast.
- Ty i Liam jesteście nieobecni dzisiaj, zmówiliście się czy jak ?
- Po prostu rozmyślam.
Sprostowałam szybko, zajmując kolejkę. Dźwięk jego imienia, poruszył zaschniętą ranę. Kupiłyśmy czekolady tym co chcieli, następnie kontynuując przechadzkę.

***

Zabrnęliśmy naprawdę daleko, w nieznane dla mnie tereny Londynu. Urok miasta nie zmieniał się, ale październikowe powietrze tak. Stało się chłodne, smagając zimnymi podmuchami moje cienko okryte ramiona. Schowałam dłonie w rękawy, pocierając zmarznięte miejsca.
- Jest ci zimno.
Liam bardziej stwierdził niż zapytał. Jak to możliwe, że on zauważył, a reszta nie ? Ściągnął swoją turkusową bluzę, wciąż pozostając w jednej czarnej. Okrył nią moje ramiona, a próby mojego sprzeciwu zgasił grożącym spojrzeniem. Groził mi ?
- Kto teraz idzie po coś dobrego i ciepłego do picia ? Nie daleko jest restauracja.
Nikt się nie wyrywał, by odpowidzieć na pytanie Louisa, więc się zgłosiłam. Ruszyłam nie co szybszym krokiem od reszty, zmierzając wolno do celu.
- Ja z nią pójdę, nie da sobie sama rady.
Odwróciłam się, kiedy moje serce zamarło widząc mojego pomocnika... Liam szedł szybko doganiając mnie. Otworzyłam usta, pragnąc, by zawrócił.
- Nic nie mów kochanie i chodź.
Jego słowa są jak cegły rzucane na moje serce i duszę. Kochanie ? Proszę boże... Niemal biegiem wpadając do pomieszczenia, odetchnęłam z radości, że nie jesteśmy na osobności. Ta.. on też się ucieszył, zamykając mnie w swoich ramionach.
- Zostaw mnie.
Nie kryłam ostrości w swoim głosie, wręcz wkładałam w niego więcej jadu.
- Kochanie potrzebuję cię.
Potrzebuje mnie ? Do czego ?
- Zostaw mnie i nie mów do mnie kochanie. Nie potrzebujesz mnie, nigdy nie potrzebowałeś i tak zostanie.
- Mylisz się...
Zignorowałam jego słowa, nurkując w jego ramionach i uciekając do lady. Nie obliczalny... jest nie obliczalny... jego ruch był nie obliczalny...

____________________________________________________

sobota, 1 lutego 2014

Liam cz.13 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"




"Jesteś tu..."

Naciągając na ramiona czarną bluzę i wybiegłam z mieszkania, biegnąc prosto do domu Nialla, jest pewne, że Payne tam jest. Wszystko we mnie wybuchało nowymi falami. Nie przejmowałam się teraz Eleną, albo tym, że chyba zerwaliśmy kontakt. Musiałam z nim to wyjaśnić. Wszystkie słowa cisnęły mi się na język chcąc już wyleźć. Złość i łzy przebierały co raz większą siłę... Wszystko się mieszały się, jeden wielki haos. Stałam już pod ich drzwiami, ręka spoczywała na klamce i tylko sekundy dzieliły mnie od nieznanego. Od początku lub zupełnego końca wszystkiego. Od awantury lub spokojnej rozmowy. Chciałam już to mieć za sobą, ale coś mnie blokowało. Wszystko odciągało mnie od tego domu, od tego miejsca. Wszystko w głowie zawracało, myśli biegły w innym kierunku, każąc mi odejść. Nie chcę tego, ale robię. Jak szybko przybyłam, tak szybko uciekam. Uciekam z pod murów budynku, uciekam od wyjaśnienia. To jednak nie znaczy, że się uspokoiłam. Nadal wszystko we mnie buzuje. Tylko wszystko toczy się inaczej. Widzę London Bridge, po czym wbiegam do swojego budynku. Korzystam z windy, a moje ciało drży. Nie mam odwagi podnieść oczu do góry, nie mam odwagi patrzeć na otoczenie. Wszystko o czym teraz myślę to, to co przede mną wszyscy ukrywali. I on... Liam... moje przekleństwo. Wpadam na coś twardego i przez chwilę wszystko wiruję. Pomyślałabym, że wpadłam na ścianę, gdyby nie czyjeś ramiona podtrzymujące moje.
- Wszystko ok ?
Głos Liama przedziera się do mojego umysłu, wywołując zdwojoną siłę gniewu.
- Jak mogłeś !?
Głośny wrzask wyrywa się z moich ust, rozchodząc się w każdy kont.
- O co ci chodzi?
- Czemu jesteś takim idiotą !? Czemu oddałeś mi krew !?
Powoli zaczynałam się drzeć.
- Jeymi uspokój się! Przestań krzyczeć!
- Czemu to zrobiłeś ? Czemu ty do cholery! Mógł zrobić to ktoś inny, ale to musiałeś być ty. Czemu ? Jestem nikim przecież! Czemu dowiaduję się o tym ostatnia !
-Zamknij się !
-Jak długo miałeś zamiar to ukrywać! Wie ktoś o tym, czy wstydzisz się i żałujesz, że teraz stoję żywa !
- Przestań!
- Czemu to ty musiałeś uratować mi to życie ! Zobacz jak wiele nowych rzeczy się przez to komplikuje...Dlaczego to...
Nie mogłam dokończyć, bo jego usta trwały przy moich. Z tego całego gniewu łzy, zaczęły skapywać po moich policzkach. Szlochałam w jego usta, opadając na siłach. Trzymał mnie mocno, nie przerywając. Dopadł kluczy od mojego mieszkania, otwierając drzwi. Wprowadził nas do pomieszczenia, zakluczając zamek i prowadząc nas dalej.
- Kompletnie nie panuje nad sobą przy tobie. Tracę głowę Jeymi.
Zaczął scałowywać łzy, zjeżdżając z pocałunkami w dół do podstawy szyi.
- Nie chcę być powodem twoich łez. Próbowałem dać ci spokój, ale nie potrafię. Pragnę cię bardziej niż cokolwiek innego.
Wpił się kolejny raz w moje usta, wgryzając się w moją wargę.
- Przepraszam Jeymi. Jestem popierdolony, ale szaleje przy tobie.
Odsuwa się ode mnie,
pozbawiając moje ramiona jego dotyku. Czuję się cholernie osamotniona i potrzebuję tego co on mi robi. Potrzebuję kontaktu i zatracenia w jego czynach. Moje policzki mokną, a serce przesiąka nowym uczuciem. Moje stopy niosą mnie do niego i tym razem to ja jestem napastniczką. Przywieram do jego ciała, tonąc w fali jego słodkich ust. Nie panuję nad sobą, ale poczucie go blisko jest uzależniające. Trwamy w tym razem, on kieruje nami obojgiem, a ja przystosowuję się do wszystkiego. Pragnienie jest tak silne, że aż boli. Każdy skrawek mojego ciała wypełnia pożądanie. Nasze bluzy lądują na ziemi, a zaraz za nimi koszulki. Jest delikatny, jego gładkie dłonie, zwiedzają fakturę mojego ciała, pchając mnie ku kanapie. Jest tuż nade mną, zwisając swoim umięśnionym ciałem nad moim. Szyja zwilżana jest przez jego mokre pocałunki, a skóra wrażliwa na jej przygryzanie. Wszystko co robi, jest cholernie idealne. A uczucie do chłopaka co raz głębsze. Nasze nagie ciała ocierają się, kiedy on celowo doprowadza mnie na krawędź pieszcząc swoimi palcami. Oddechy mamy postrzępione i szybkie. Jego erekcja napiera na moje udo, kiedy on nie przestaje. Zwijam się w łuk, jęcząc nie zrozumiałe słowa. Jego telefon dzwoni przywracając nas do porządku. Chłopak przerywa, siadając i spoglądając na urządzenie. Odbiera, a ja zwijam się z bólu odrzucenia. To zbyt silne i tak bardzo nierealne. Palę się ze wstydu. Uległam, kiedy on ma ze mnie ubaw. Zamykam oczy i maskując łzę, zakrywam się kocem, podrywając się z kanapy. Idę do kuchni, nie mając odwagi spojrzeć na Liama. Staję przy blacie i owijam się szczelniej, patrząc jak deszcz zaczyna kropić, tak jak łzy z moich oczu. Jestem taka głupia.... Nigdy nie będę dla niego znaczyć więcej niż świat....

_______________________________________________
 No to mam nadzieję, że wam się podobała <3