wtorek, 25 lutego 2014

Liam cz.28 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"


 
"Zdjęta maska... droga bez powrotu"
 

Zaczął do mnie podchodzić i jestem naprawdę wdzięczna, temu facetowi co go zatrzymał, by coś mu powiedzieć. Nie myśląc długo, opuściłam budynek, mając czas na ucieczkę. Nie było fleszy, była tylko ciemność. Moje ciało całe drżało, kiedy widziałam ich złączone usta w obrazach wyobraźni. Osiągnął to czego chciał. Zniszczył nas, zniszczył mnie.... Śnieg zgrzytał pod butami, kiedy cało starałam, przedostać się przez wielkie zaspy. Ślizga nawierzchnia, wysokie szpilki i potoki łez, były tylko utrudnieniem. Cała rozmazana wybiegłam na ulicę, zatrzymując jadącą taksówkę. Otworzyłam tylne drzwi i dosłownie rzuciłam się na siedzenie. Straszy mężczyzna popatrzył na mnie, ale od razu odwrócił wzrok.
- Potrzebna pani jakaś pomoc medyczna ?
Aż tak źle wyglądam ? Łzy jeszcze rzewniej zaczęły spływać po moich policzkach i z trudem wyjąkałam by jechał na ”Bridge St.". To za szybko bym czuła się jak wrak, a jednak tak jest. Przetarłam wierzchem dłoni oczy, robiąc miejsce nowym gorzkim kroplą. Część makijażu została starta, a czarny tusz spływał w dół po moich palcach, zostawiając smugi, tak jak na policzkach. Wzrokiem przemierzałam ulice, kiedy co chwilę zatrzymywaliśmy się na światłach. Pijani nastolatkowie szukali zaczepek, ledwo co utrzymując równowagę. Po starszych ludziach nie było śladu. I właściwie ciężko powiedzieć jak tej nocy wyglądał Londyn. W moich oczach nic nie miało sensu, a każdy obraz budził we mnie obrzydzenie. Gdyby przez słowa można było oddać cały ból, na pewno zrozumielibyście o czym mówię.
- Proszę pani, jesteśmy na Bridge Street, gdzie dokładnie ?
- Ummm... tu, wysiądę tu.
Sięgnęłam do swojej małej kopertówki wyjmując portfel. Wyciągnęłam dwa banknoty pięcio-dolarowe, zdając sobie sprawę, że właściwie kończą mi się pieniądze. Rzuciłam nimi na przednie siedzenie, jak burza wychodząc na powietrze. Oddechy mające załagodzić mój stan, wszystko pogarszały. Z trudem próbowałam biec do swojego apartamentowca. Moje ciało drżało i już nie wiem czy z emocji czy z zimna. Docierając do budynku, zaczęłam biec po kamiennych schodach, potykając się na ostatnim stopniu i zjeżdżając po nich kolanami w dół. Krew szybko znalazła swoje ujście, ściekając po nogach cienkimi stróżkami. Nie czułam bólu, chociaż skóra na dłoniach także była zdarta. Wszystko było zagłuszane cierpieniem serca. Twardo podniosłam się z ziemi, gnając jeszcze raz w górę. W windzie pozostawiłam kilka śladów krwi po sobie, kulejąc, jak ostatnia ciamajda do drzwi. Trzasnęłam nimi, zapominając chyba wyjąć kluczy z zamka. Upadając na ścianę zdjęłam szpilki, zaczynając płakać w głos. Rozpaczliwe wycie słychać było we wszystkich pomieszczeniach. Czerwone stróżki rozmazały się na lśniącym parkiecie, wyglądając jakby kogoś zamordowano. Zamordowano moje serce ! Weszłam schodami do góry, walcząc z zamkiem sukienki, w efekcie jej nie rozpięłam. Włosy po przyklejały mi się do twarzy,a łez wydawało się przybywać.
- Jeymi !!!
Słysząc jego głos upadłam jeszcze niżej, dosięgając już dna.
- Jeymi to..
- Wyjdź !!!
- Koch..
- Spierdalaj Liam !!! Nienawidzę cię!!!
- Daj...
- Spierdalaj mówię !!!
Złapałam w dłonie przypadkowe rzeczy, zaczynając nimi w niego rzucać. Chciałam zadać mu ten sam ból co on mi. Torba z jego ciuchami, uderzył w jego tors, upadając mu tuż pod nogi. Zaufałam mu jak prosił, co dostałam w zamian ?
- Tego chciałeś ?! Patrzeć, jak cierpię ?! Nie chcę cię więcej widzieć!!! Nigdy.
- Przestań Jeymi, wiesz, że to nie prawda.
Rzuciłam w niego szkatułką z moją biżuterią, patrząc jak wszystko po uderzeniu w niego, rozsypuje się po ziemi. Nie wiem czy wściekły, ale pierwszy raz widziałam na jego twarzy takie emocje. Podszedł do mnie, mocno przytulając mnie od tyłu. Od razu zebrało mi się na wymioty. W tej chwili brzydziło mnie wszystko co z nim związane. Próbowałam się wyszarpnąć, ale on trzymał mnie co raz mocniej. Poranionymi nogami kopałam go, a dłońmi biłam z całych sił. Był nie wzruszony, chociaż kilka razy słyszałam ciche jęknięcie.
- Uspokój się, zrobisz sobie krzywdę.
- Gówno cię to obchodzi !!! Puść mnie !!!
- Nie, kocham cię.
Jego słowa pobudziły moje serce, ale nie miały znaczenia.
- Za późno na to.
Szarpałam się już ostatkami sił, a on trzymał tak mocno, że ledwo mogłam oddychać.
- Przepraszam, ten pocałunek to nie miało prawa się wydarzyć. Dla mnie jesteś tylko ty, musisz mi uwierzyć.
- Łatwo o mnie zapomniałeś, będąc z nią.
- Nie mów tak, nigdy o tobie nie zapominam.
- Nie wierze ci.... w nic ci nie wierze.
- Przepraszam aniołku.
- Puść mnie i odejdź.
Nie wiem czemu, ale nawet mój gniew zaczynał słabnąć.
- Nie mogę. Nie zostawię cię teraz. Kocham cię.
Wyznanie miłości powinno radować, mnie rani raz za razem. Ostatni raz podjęłam próbę wyszarpnięcia, po czym opadłam z sił w jego ramiona. Gdyby teraz zdecydował się mnie puścić, leżałabym na ziemi, nie będąc wstanie się podnieść. Zamknęłam ciężkie powieki, przestając walczyć ze sobą i z Liamem.
Czułam jak podnosi moje ciało, zanosząc mnie do innego pomieszczenia. Skórą dotknęłam zimnego, zmuszając się do otworzenia oczu. Łazienka. Odkręcił kurek, a woda grubym strumieniem, napełniała wannę.
- Zamknij oczy aniołku.
Zrobiłam jak chciał. Chłodny i mokry wacik dotknął moich powiek, kiedy chłopak delikatnymi i opiekuńczymi ruchami zmywał mój makijaż. Czułam się lżej, ale nie na sercu, tam dalej ciążyły kamienie.
- Okręć się.
Rozpiął moją sukienkę, zdejmując ją ze mnie wraz z bielizną. Odtrącając jego pomoc, sama weszłam do wanny, kuląc się i chowając swoją twarz w zakrwawionych kolanach. Mój dotychczas głośny szloch, zaczął cichnąć i słychać było tylko moje pociąganie nosem, przygłuszane szumem wody. Zacisnęłam mocno zęby, kiedy namydloną dłonią dotknął moich pleców. Nie dopuszczałam do siebie uczuć, które cały czas do niego czułam. Akórat teraz potrafi być troskliwy i kochany. Teraz... o wiele za późno. Uniósł moją głowę, obmywając szkarłatne nogi. Patrząc na jego twarz, widziałam ból, którego nie krył. Zrzucił maskę ?
- Co ty sobie zrobiłaś ?
- .....
- Aniołku co stało ci się w kolana ?
- Spadłam ze schodów.
Zamknął oczy, wciągając powoli powietrze. Po czym je otworzył patrząc w moje.
- Przepraszam.
Umył mnie do końca, owijając w ręcznik i sadzając na kiblu. Opatrzył moje rany, wylewając na nie tyle wody utlenionej, że miałam ochotę go zabić. Nakleił plastry, całując każde skaleczone miejsce. Chwilę przypatrywałam się mu, decydując czy pokazać mu dłonie. Nie pewnie wysunęłam je przed siebie, obracając wnętrzem do góry. Skrzywił się na kilka rozcięć i zadrapań.
- Masz jeszcze gdzieś rany ?
Zapytał zupełnie spokojnie i cicho. Pokręciłam przecząco głową, chcąc schować dłonie, ale powstrzymał mnie. Zmył zaschniętą krew, przykładając gazę i zawijając je bandażem. Czuję się jak dziecko.
- Jeymi, naprawdę mi przykro.... nie zostawiaj mnie, proszę.
Patrzyłam na niego, czując na nowo narastający ból.
- Jestem zmęczona, pójdę już spać.
Wstałam, zostawiając go klęczącego na podłodze. Założyłam koszulkę i majtki, kładąc się na łóżku. Zgasiłam światło, słysząc z łazienki przekleństwa chłopaka. Zacisnęłam powieki i pięści, zwijając się w kłębek. Zmusiłam się do spania. Nie chciałam z nim rozmawiać, nie chciałam go teraz widzieć....


* Rano *
Obudziłam się obok chłopaka, nie dotykał mnie, ale każda część mnie za wyjątkiem serca, chciała go przytulić. Patrząc na niego wszystko zaczęło powracać. Ich pocałunek. Może doszło do czegoś w... Ruszyłam z łóżka zalewając się na nowo łzami... koniec nas...

***

Parzyła gorącą kawę, która miała pomóc jej nabrać sił. Wszystko wokół było bajzlem uczuć. Telefon zadzwonił, a po spojrzeniu na ekran cieszyła się, że to Taylor.
- Halo ?
- Nie uwierzysz gdzie jestem maleńka...!
- Gdzie ?
- U twojej rodziny ! Masz od wszystkich pozdrowienia.
W jej oczach wyschnięte łzy na nowa zaczęły się pojawiać. Tak dawno nie widziała rodziny, dawno z nimi nie rozmawiała. Na nowo zaczęła cierpieć z tęsknoty.
- Co tam robisz ?
Taylor wyczuł, że jest nie tak, słysząc jej cichy, łamiący głos.
- Odpoczywam, coś się stało mała ?
- Nic, po prostu tęsknie za nimi.
Liam pojawił się w kuchni nie zauważony, przysłuchując się rozmowie.
-A jak układa ci się z Liamem ?
- Ymmm... ja i Liam.... czasem ludzie lepiej sprawdzają się jako przyjaciele.
Payn stał w progu, a w jego oczach zbierały się łzy, miał nadzieję, która teraz znika.
- Porozmawiamy później.
Rozłączyła się, spuszczając głowę i zaczynając płakać na jego oczach. Pociągnęła nosem, obracając się i zauważając go.
- Czy my... ?
- Nie potrafię Liam. Przepraszam, za każdym razem gdy zamykam oczy widzę ciebie i Elene. Byłeś ze mną, ale to ona była ważniejsza...
- Nie prawda.
- Prawda, chcesz jej. Oboje to wiemy. Skończymy i wróćcie do siebie.
Jej głos zaskrzeczał, a ona głośno zaczęła szlochać. Ostatnią rzeczą jakiej chciała, to jej miłość kochająca i kochana przez inną.
- Jeymi nie. Kocham cię i wiem, że ty mnie też. Nie odchodź ode mnie.
Zbliżył się do niej, chwytając jej policzki.
- Nie potrafię inaczej...
Odsunęła się, odchodząc. W głowie utworzyła sobie plan, który mógł uchronić ją przed Liamem......
_______________________________________________

Liam cz.27 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"



 
 

"Zniszczyłeś..."

Puszcza dłoń Jeymi, szepcząc pośpiesznie, że wróci za 2 minuty. Oni nie są teraz wstanie pojąć, jak "aniołek" się czuję... Nie wiedzą, że troskliwe ruchy Liama względem Eleny, zabijają ją od środka. Mają tajemnicę, której Liam broni przed swoją miłością. Czemu...?
Mijają sekundy, minuty, czas leci. Głucha cisza zatacza krąg wokół niej. Nerwy rosną, serce wybija szybki, nieregularny rytm. Myśli kotłują się w niej robiąc jedną wielką sieczkę. Wyczekiwanie...
Drzwi się otwierają, a chłopak o wiele spokojniejszy wraca do Jeymi. Co miało miejsce na zewnątrz ? Jego mięśnie i on sam jest rozluźniony. Jak za dotknięciem anioła. Elena na pewno nie jest aniołem. Oczy kieruje na dziewczynę, można być pewnym, że widzi jej ból i cierpienie malujące się na twarzy. Czemu tak łatwo to ignoruję i po prostu ciągnie ją z powrotem do salonu ?

Liam siedzi wpatrzony w telewizor, kompletnie ignorując mnie. Próby nawiązania z nim kontaktu, kończą się nie powodzeniem.
- Po co tu była ?
I znowu to samo, cisza, cisza, cisza....
- Jesteś tchórzem unikając odpowiedzi.
- To nie jest dobra chwila, po prostu odpuść.
Przemówił tonem nie znoszącym sprzeciwy i znowu ma inny humor. Cholerny rządziciel !!!
- Jak wiele zamierzasz przede mną ukrywać ?
- Jeymi skończy !!!
- Odpowiedz.
- To nie miejsce i pora. Koniec.
- To kiedy będzie ta pora ?
- Zamknij się wreszcie!
Spojrzałam na niego gniewnie, chociaż rozdzierał mnie ból i strach. Wstrzymując oddech, wyrwałam mu swoją dłoń odchodząc jak najdalej. Wszędzie byle daleko od niego. W głowie huczało mi, a każdy ruch przychodził ciężko. Czemu zawsze ja jestem winna, czemu nie może być zły na kogoś innego tylko na mnie?

Chłopak przyszedł do sypialni, późno w nocy. Delikatnie położył się na łóżku, przykrywając kołdrą. Patrzył na "aniołka" obróconego plecami, zawzięcie myśląc, nie był jednak świadomy, że ona nie śpi. Jej skulone ciało, otulała biała jedwabna pościel, a włosy poburzone, choć trochę zakrywały twarz. Policzki mokre były od łez, zmieniając swój kolor na krwistą czerwień. Piekły... Usta idealnie wykrojone, układały się w prostą linię, powstrzymując szloch. Były wyschnięte. Oczy przybrały kolor spranego jeansu, są puste... i tak przerażająco zimne. Liam obejmuje ją w pasie ramieniem, zamykając przestrzeń, między ich ciałami, jednak ona ani drgnie. Jest niewzruszona, jak z kamienia....
Noc mija spokojnie. Żadne koszmary, nie mają dzisiejszej nocy wstępu. On nie puszcza, jej ciała, trzymając mocno przy sobie, jak swoją najcenniejszą rzecz. Pokój pławi się w świetle księżyca, kiedy cały, a przynajmniej większa część miasta, pogrążona jest we śnie. Zupełny spokój. Ulice, budynki, samochody, okna pokrywa gęsty szron, a mgła przysłania widoki. Jest mroźno, ale ich ciała gorące, ogrzewają się nawzajem. Wyglądają na idealną parę, bez sporów, bez tajemnic. Rzeczywistość jest temu daleka....

***

Liama nie ma, rano zjedliśmy śniadanie, milcząc przez cały czas, a kiedy musiał coś powiedzieć, jego głos przepełniony był złością. Jak bardzo popierdolona muszę jeszcze być, by go zrozumieć ? Jest jak zapełniona, pobazgrana kartka i nikt nie jest wstanie stwierdzić co autor miał na myśli. Jego myśli i zachowania też nie idzie odgadnąć, kiedy myślisz, że jest dobrze, on staje się nagle zły. Cały dzień chodziłam przygnębiona, czekając na jakiś telefon cokolwiek. Przywiązałam się do niego tak bardzo, że każda godzina bez chłopaka to mordęga. Można kochać, tak bardzo, że aż nie możesz oddychać ?

Liam wrócił późno, kompletnie ignorując Jeymi. Od razu udał się do łazienki, wychodząc z niej po chwili w dolnej części piżamy. Spoczął na sypialnianym łóżku, wysilając się na krótkie muśnięcie jej ust i "dobranoc aniołku". To by było na tyle ich rozmów. Chociaż chłopak tulił się do jej pleców, obejmując ją, oboje czuli mur. Jeymi on wykańczał, a Liama ? Każde udawało, że śpi, ale oboje byli pogrążeni w myślach. Jakie demony są sprawcami tego ?

***

Tydzień dobiega końca. Jeymi jest wyczerpana na skalę możliwości. Jedynymi słowami jakie usłyszała od Liama było "dobranoc" każdego wieczoru i tylko tyle. Nie było go całe dnie, raz nawet, postanowił zostać w swoim mieszkaniu. Przepaść między nimi stała się widoczna. Chłopak odsunął ją od siebie, nie dając jej poczuć miłości. Można powiedzieć, że stał się zimnym potworem dla Jeymi. Kryształowe łzy i szkarłatne policzki stały się codziennością. Nic nie mogło pomóc....

Od Liam:
"Mam dużo pracy dzisiaj, zostanę u siebie na noc. Dobranoc."

Kolejna zimna fala, spłynęła po moich rumieńcach. Dławiłam się tęsknotą. To co było już się wypaliło... Ściskając w dłoni urządzenie, stukałam w kolejne literki.

Ja:
"Znaczę coś jeszcze?"

Opadając plecami na zimną pościel, zaczęłam krzyczeć zachrypniętym głosem. Później pozostało już tylko szlochanie. Najbardziej raniła świadomość, że spędza każdy dzień z Eleną...

***

Wrócił, przyszedł, nie został na noc w swoim mieszkaniu. Kilka minut po tym jak aniołek zasnął, on niczym burza wpadł do mieszkania, a następnie do sypialni. Ból był teraz widoczny w jego grymasie. Wyją ze spodni telefon, odpiął zegarek, układając to na szafce. Zdjął ubrania zostając w bokserkach, po czym ułożył swoje ciało, przy ciele ciemnowłosej. Rozpaczliwie szeptał jej do ucha, że jest dla niego wszystkim, ale ona nie słyszała....
Rano obudzili się koło siebie, co dawno nie miało miejsca. Pocałował ją namiętnie w usta, szeptając to co wczoraj i wyparował. Zabrał swoje ciuchy, nim zdążyła coś powiedzieć i wyszedł. Pocałunki przestały mieć znaczenie. Były wszystkim dla dziewczyny, ale za nimi nic się nie kryło. Jaką mają wartość, skoro są bez uczuciowe ?

Zeszłam na dół do salonu, ale tak jak się spodziewałam, uciekł całkowicie. W kuchni czekała na mnie kawa i zgięta w pół, czerwona kartka.
"Zaproszenie na Bankiet"
Przeczytałam szybko resztę tekstu, a później dopisek Liama.
"Będę szczęśliwy jeśli pójdziesz ze mną. Znaczysz wszystko xx"
To już jutro... Czemu nie powiedział mi wcześniej ?

Wieczorem Liam wrócił nieco szybciej i nie z pustymi rękoma. Ściskał w dłoni dwie papierowe torby, miały być prezentem. Zostawił je w niewidocznym miejscu i po cichu zaszedł stojącą w kuchni Jeymi. Ciasno oplótł jej talię, przysuwając ją do siebie i mocno całując w kark.
- Cześć aniołku.
Głęboki głos rozbrzmiał w kątach, a jego dziewczynę przeszedł dreszcz, poczuł jak jej ciało zadrżało. Czekał na odpowiedź, ale jej nie dostał. Żaden gest, żaden ruch nie został mu przekazany. Bardziej ścisnął jej drobną posturę, czując, że zaraz mu się wymsknie.
- Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej ?
W jej głosie nie słychać było żalu, raczej ogromny smutek i tęsknotę.
- Wtedy nie mógłbym ci dać tego....
Wyszedł, ale wrócił po chwili z torbami.
- Dla ciebie.
Nie pewnie, ale spokojnie przyjęła jego prezent. Przytrzymując jedno ucho torby ręką, drugą wyciągnęła aksamitny czarny materiał z delikatnymi wzrokami. Sukienka była prosta, piękna i urocza. Delikatnie rozkloszowany dół i wycięte serce na plecach.
- Dziękuję.
Widać, że była zmieszana całą sytuacją.
- Pójdziesz ze mną ?
Rozchyliła usta, ale zawahała się, dopiero po chwili wydobył się delikatny, aksamitny dźwięk i krótkie "Tak"....

***

Wydawało się być dobrze, dziewczyna starała się nawiązać rozmowę, ale chłopak znowu stał się oziębły. Co z nim jest nie tak ? Leżeli razem na jednym łóżku, jej zagubione oczy skanowały jego twarz, puszkując czegokolwiek. Poddała się. Nie miała już siły. Ukryła swoje łzy w poduszce, udając, że śpi.

*Następny dzień*

 
Ranek minął mi samotnie, znowu obudziłam się sama, zalana chłodnym powietrzem i mrożąco, jasnym światłem. Wszystko ostatnim czasem jest zimne. Południe też minęło samotnie, a myśli, że on może właśnie spędzać czas z nią , były sztyletem wymierzonym w moje serce. Zapytanie go o to, było bez sensowne, ukrył by prawdę. Mogę jedynie się domyślać. Zabrałam podarowaną sukienkę do łazienki i buty znajdujące się w drugiej podarowanej torbie. Długi prysznic, nie zadziałał jak powinien, myśli wciąż robiły mi błoto z mózgu. Wytarłam uważnie ciało, wsuwając na nogi koronkowe, czarne majtki i naciągając przez głowę sukienkę. 
 
Rozczesałam ciemne włosy, susząc je i robiąc prostownicą łagodne fale. Rzęsy przyozdobiłam maskarą i wykonałam po jednym delikatnym muśnięciu różem na policzkach. Nałożyłam swoje wysokie buty i zupełnie zrezygnowana opuściłam łazienkę. Wielkim zaskoczeniem był Liam siedzący na łóżku, ubrany już w idealnie na niego uszyty garnitur. Swoim zimnym wzrokiem przeszywał moją sylwetkę, rejestrując każdy element. Lód wydawał się topnieć.
- Pięknie wyglądasz.
- Dzięki.
Stałam w miejscu, skołowana, nie mogąca się ruszyć. Zwinnie i seksownie podszedł do mnie, składając na ustach długi i namiętny pocałunek. Tak dawno tego nie czułam. A jeszcze większa pustka wypełniła mnie kiedy się oderwał. Straciłam cenny moment.
 -Jesteś tylko moja.
- Wiem.
Cicho szepnęłam.
- Jesteś wszystkim czego potrzebuję.
Przytuliłam się do niego, nie przejmując się, że może mnie odsunąć. Zbyt bardzo stęskniona byłam jego dotyku. Odwzajemnił....

W drodze na bankiet, Liam nie mógł spuścić wzroku z Jeymi. Kochał ją. Była dla niego czymś w rodzaju bogini. Nie chciał innej, chciał i pożądał tylko jej. Próbował skupić się na czymś innym, ale jego oczy wciąż wędrowały do jej niewinnej i zamyślone osoby...

Czerwony dywan i masa reporterów. Błyski flesze oślepiały mnie, kiedy w panice ściskałam dłoń Payna. Próbowałam zachować uśmiech i jak najlepiej przejść przez gwar. Namierzyłam drzwi, które stały się jedynym widocznym dla mnie punktem i spokojnie podążałam za chłopakiem w ich kierunku. Pierwszy raz zostałam napadnięta, przez ciekawskich paparazzi i było to przerażające. Zdążyłam zapomnieć, że ten chłopak obok, o wielu obliczach, jest sławną gwiazdą. W drzwiach przywitali nas ochroniarze i nawet nie silili się na uśmiech. Kamienne twarze, tylko tyle.
- Mamy stolik pod ścianą na prawo.
Prawie niesłyszalnie mój chłopak szepnął mi na ucho, a ja mimowolnie zaczęłam wyszukiwać naszych miejsc. Skanowałam stoliki po kolei i wszystkie były zapełnione, za wyjątkiem jednego. Nie na pewno nie. Siedziała przy nim Elena, dwie równie młode i piękne kobiety i starszy mężczyzna chyba z żoną. Zagryzłam policzki, to nie jest możliwe. Dwa wolne miejsca czekały na nas. Wszystko we mnie wywracało się, a powietrze paliło. Myśli, że będę siedziała z tą suką przy jednym stoliku, były nie do wytrzymania. Nie zdążyłam mrugnąć, a byliśmy już u celu. Liam witał się ze wszystkimi, a ja stałam cicho.
- To moja dziewczyna Jeymi.
Jego ramię objęło mnie w tali, a usta cmoknęły moje czoło. Ze wszystkich, tylko, jak mi się wydaje, małżeństwo uśmiechnęło się widząc mnie, reszta wydała grymas.
- Miło was poznać.
Czułam się bardziej niż niekomfortowo. Zajęłam wskazane miejsce, a kelner przybył z szampanem. Z uśmiechem chwyciłam kieliszek, biorąc dyskretnie duży łyk. Gorąco zapłonęło w żołądku, pozwalając mi chodź trochę się rozluźnić....

***

Minęły jakieś dwie, a może trzy ? Godziny. Czuję się jak piąte koło u wozu. Liam zupełnie pochłonięty jest Eleną i jedyne co widzę to jego plecy. Ignoruje moje słowa, ignoruje mnie. Patrzenie na nich jak się wymieniają spojrzeniami i ich śmiech są nie do zniesienia. Mersin i jak pamiętam Tina zawzięcie o czymś dyskutują i mam wrażenie, że to ja jestem ich tematem. Krótkie, palące zerknięcia w moją stronę, są denerwujące. Mrugam kilkakrotnie oczami upijając łyk 4 kieliszka szampana i o dziwo jeszcze mi nie szumi. Odnajduję wzrokiem małżeństwo przytulone do siebie na parkiecie i chciałabym tam stać z Liamem.
- Idę po drinka dla Eleny, chcesz coś aniołku ?
Wow. Przemówił do mnie, ale musiał wspomnieć o niej.
- Coś mocnego.
- Zaraz wracam.
Posłał mi uśmiech i zniknął. Elena od razu przysunęła się do mnie, zajmując jego miejsce.
- Jak wam się układa ?
- Co cię to obchodzi.
Zacisnęłam mocno szczękę, patrząc w jej jadowite oczy.
-Och kochana, chyba nie jest między wami najlepiej, co ?
Zaciskam pięści i milczę.
- Zwierzył mi się, że często się kłócicie. Wiesz tamtego wieczoru, kiedy mieliście swoją "randkę", wiem, że ci nie powiedział, ale to do mnie przyjechał. To takie przykre, zostawił cię, by przyjechać do mnie.
Milczałam zaciskając z całych sił pięści, aż knykcie mi pobielały. To co powiedziała , tak bardzo zabolało, ale był prawdziwe.
- Został na noc i...
- Elena.
Liam stanął za nią przerywając jej ostrym tonem. Został u niej na noc. Dlatego nie chciał mi powiedzieć. Nie wierze, że ona była ważniejsza ode mnie. Łzy zaczynały balansować pod powiekami, piekąc.
- Zostałeś u niej na noc ?
Mój głos był zduszony, zachrypnięty.
- Tak.
Podszedł do mnie tak szybko, że nie miałam czasu zareagować. Postawił alkohol, na stolik, łapiąc moje dłonie i odsuwając moje krzesło w bok, a między nami postawił nowe, na którym usiadł. Cały czas gładził kciukiem moje palce, nie puszczając.
- Jesteś dla mnie najważniejsza, nie uciekaj. Proszę.
Chciałam uciec, chciałam uciec stąd, ale zostałam z nim. Zaufanie. Tylko nocował. Minuty ciągnęły się w nieskończoność, kiedy oni jak gdyby nic rozmawiali. Próbowałam sobie to uporządkować, chociaż wszystko we mnie krzyczało. Każda moja część ciała, chciała uciec poza sercem.
- Liam chciałbym ci kogoś przedstawić, czy mógłbyś ?
Spojrzał na mnie i widziałam, że bał się mnie zostawić...
- Zajmie to chwilę.
Mężczyzna zaczął nalegać, a ja na siłę wyswobodziłam dłonie z jego uścisku. Odszedł, musiałam ponownie wytrzymać i nie zabić tu Eleny.
- Dobrze całuje prawda ?
Czułam, że moje źrenice się powiększają. Do czego zmierza tym razem ?
- Myślałam, że już nigdy tego nie poczuję.
Ciężko było mi oddychać, ale dawałam z siebie wszystko, by tylko nie dać nic poznać.
- Wiem, że on nadal mnie kocha.
Zachłysnęłam się powietrzem, a krew we mnie zawrzała.
- Mylisz się.
Wysyczałam tak wściekle, że sama siebie przerażałam.
- Czyżby ? Tamtej nocy kiedy został, całował mnie i wydawał się bardzo zadowolony.
Kłamie ! Czułam jak się łamię, wszystko się we mnie złamało. Nie skłamała. To ja okłamuję siebie. Zamknęłam powieki, hamując łzy i powoli uważają by nie upaść pod ciężarem złamanego serca, wstałam. On to zrobił.
- Jest twój.
Wychlipałam cicho, dając jej wygrać. Tego przez cały czas chciała. Zaczynałam odchodzić, ale jak na złość pojawił się on.
- Dokąd idziesz aniołku ?
Nie potrafiłam mu odpowiedzieć.
- Powiedziałam jej o pocałunku.
Odwróciłam się do nich, stając prosto.
- Jeymi...
- Pocałowałeś ją ?
Mój głos był gorszy od jęku.
- Tak, ale...
Widziałam jego twarz, był rozbity. Rozumiem jego zachowanie przez ten tydzień, rozumiem...
- Jeymi, aniołku...
Zaczął do mnie podchodzić i jestem naprawdę wdzięczna, temu facetowi co go zatrzymał, by coś mu powiedzieć. Nie myśląc długo, opuściłam budynek, mając czas na ucieczkę. Nie było fleszy, była tylko ciemność. Moje ciało całe drżało, kiedy widziałam ich złączone usta w obrazach wyobraźni. Osiągnął to czego chciał. Zniszczył nas, zniszczył mnie....

__________________________________________________________

Liam cz.26 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"



 
 


"Patrzę, nie widząc..."

Połączenie zostało przerwane. Głucha cisza.... Zacisnęłam mocno zęby, odkładając spokojnie telefon, nim stanie się moją ofiarą. Gdzie on do cholery jest ?! Trzasnęłam dłonią w kanapę, czując jak coś się właśnie wypala.... Emocje skumulowały się, blokując wszystkie moje ruchy. Siedziałam cicho, nie ruszając się. Skamieniała. Jak tykająca bomba. Jeden ruch z otoczenia, a wybuchnę. Głębokie oddechy, nie pomagały, chociaż musiałam w jakiś sposób wziąć się w garść. Prosto, ułożyłam się na kanapie, wiercąc wzrokiem dziurę w suficie. Byłam sztywna.... Jakby wstanie szoku. Zaufanie. Muszę mu ufać. Ufać.... Rano wszystko minie... on wróci i wszystko mi wytłumaczy... Ufać... Zamknęłam powieki, a wachlarze rzęs opadły na policzki. Sen w tej chwili nie przyjdzie szybko. Morfeusz, do swojej krainy przyjmuje tylko spokój, nie to co siedzi we mnie. Czas ciągnął się długo... leciał wolno przez ciemną noc, a ja jego niewolnica szłam posłusznie za nim. Byłam zmęczona, ale walące serce nie pozwalało mi zasnąć...


Jeymi marznąc, skulona spała na kanapie. Dojście na górę do sypialni było dla niej nie możliwe. Jej ciało odłączyło się od niej. Zupełnie sparaliżowana, pochłonięta emocjami. Prawdą było, że mogła wybuchnąć. To jedna z faz jej napadu paniki. Dzielił ją krok od stracenia rozumu. Człowiek w stanie napaści nie kontroluje swoich ruchów, czynów. Potrzeba pomocy, uspokojenia od kogoś innego. Go nie ma. Liam spędzał noc nie wiadomo gdzie....

***

Słońce ? Słońce przejęło Londyn, wyręczając księżyc. Przykryte delikatną warstwą chmur, wpadało do pomieszczenia. Dzień. Rano. Emocje wypłynęły, chociaż nie wszystkie. Ufać. Rozejrzałam się dookoła, szukając Liama. Nie ma go. Nadal nie wrócił. Rozpoczęłam kolejną walkę sama ze sobą, by tylko zachować spokój. Przeczekam burzę. Milcząco, uniknę kłótni. Muszę mu ufać. Będąc nadal w piżamie, posprzątałam całe mieszkanie, telefon sprawdzany był co kilka minut, ale nic w nim nie czekało. Związałam worek, z potłuczonym wazonem i postawiłam go przy drzwiach. Trwało to sekundę, było za późno, kiedy chciałam się powstrzymać, szkoło dotknęło ziemi, a sprawcą byłam ja. Naciągnęłam na nogi szare luźne dresy i przyległą biała bokserkę. Stopy wsadziłam w buty (Emu) i zakładając bluzę wyszłam z mieszkania. Szłam jak automat do tylnego wejścia, trzymając w ręku worek. Całym ciałem naparłam na żelazne drzwi, wychodząc na chłodne i nieświeże powietrze. Wstrzymując oddech, szybko wyrzuciłam worek, zamykając drzwi dzielące mnie od śmietników. Droga z powrotem była tak samo pokonywana....

***

Dochodziła 14:00, a po chłopaku ani śladu, próby kontaktu z nim kończyły się tak samo za każdym razem. Wyłączony telefon. Ugotowałam obiad, zajmując czymś swoje myśli. Nakryłam do stołu dla nas, chociaż i tak wątpię czy się pojawi. Nałożyłam na talerze chińszczyznę i zajęłam miejsce. W ciszy odczekałam pół godziny, nie doczekując się go. Zjadłam posiłek, zmywając po sobie. To dziwne, że chodzę taka spokojna, kiedy wewnątrz płonące z wściekłości serce, zieje ogniem...

***

Obiad wystygł już w całości wybija 15:00, w mieszkaniu nadal kompletna cisza. Krótkie spojrzenia na przeciwny koniec stołu, wzbudzają ból, wykręcając mnie. Liam....
- Gdzie jesteś ?
Nie dostaje odpowiedzi... Zamykam oczy, a dłońmi przykrywam szczelnie uszy, spuszczając głowę. Z moich ust wydobywa się głośny krzyk, po czym język staje kołkiem w gardle.
- Aniołku...
Słyszę nie wyraźnie, więc opuszczam dłonie, spoglądając w górę.
- Gdzie byłeś ?
Słyszę swój kruchy głos i momentalnie chcę cofnąć słowa.
- Ja... musiałem coś załatwić...
Widziałam, jak zmienia się w oschłego Liama, a przecież nic nie zrobiłam, tylko zapytałam.
- Twoja porcja dawno wystygła, smacznego.
Decyduję się nie ciągnąć tego.
- Jeymi, chodź do mnie.
Przyciąga mnie do siebie, kiedy chcę odejść. Ciasno oplata moje ciało, a ja czuję się jak lód. Na pewno jestem jak lód.
- Tęskniłem za tobą. Nienawidzę budzić się bez ciebie.
Och... przecież na pewno miałeś przy swoim boku inną. Zaciskam zęby, karcąc się za te myśli. Ufam mu.
- Odezwij się.
Teraz jest łagodny, potulny jak baranek. Tak ciężko nadążyć mi za nim.
- Dzwoniłam do ciebie tysiąc razy.
- Telefon mi się rozładował.
Schował twarz w moich włosach i słyszałam bicie jego serca.
- Jestem twój aniołku.
Wypowiedział te słowa, jakby czuł, że właśnie to chciałam usłyszeć.
- Powiesz mi gdzie spędziłeś noc ?
- Nie teraz...
Kiwnęłam głową, wydostając się z jego objęć. Obojętnym krokiem wyszłam z kuchni, rozkładając się w pokoju dziennym. Włączyłam telewizor i wybrałam pierwszy lepszy kanał. Siedziałam wpatrzona, chodź tak naprawdę, kompletnie nie widziałam obrazu. Myślami krążyłam po pierścieniach saturna, którym teraz były tajemnicę Liama.
- Zrobiłaś pyszny obiad. Co chcesz dzisiaj robić ?
Spojrzałam na niego, nie wyrażając żadnych emocji. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co. Z całych sił próbowałam schować w sobie złość. Swoją siłą przesunął mnie na brzeg łóżka, siadając tuż za mną. Objął mnie w troskliwą i opiekuńczą więź jego ramion, przyciskając moje plecy do jego torsu.
- Spójrz na mnie.
Mówił delikatnie, ale we wszystkim kryła się nutka żądzy. Zrobiłam o co poprosił. Patrzyłam w jego oczy, tonąc w nich. Ustami zakrył moje, dając ciepło. Delikatne pocałunki przepełnione były miłością. Obracał mnie w swoją stronę, co raz mocniej przytulając.
- Ufasz mi ?
- Staram się, całą noc z tym walczyłam.
Zostawił pocałunek na moim czole, szepcząc coś czego nie zrozumiałam. Wszystko wydawało się ze mnie uchodzić, Liam był lekiem, puki coś, a raczej ktoś nie zaczął pukać. Wymieniając krótkie spojrzenia, poszłam otworzyć. Serce podeszło mi do gardła, kiedy na przeciwko mnie stała Elena. Każdy organ zaczął pracować, cofając już prawie strawiony obiad.
- Jest Liam ?
Czego chcesz suko od niego ?
- Może...
- Mogę wejść ?
- Po co przyszłaś ?
Skutecznie blokowałam jej przejście.
- Chciałam...
- Anio...Elena ?
Nie.. boże proszę. To nie może się dziać naprawdę...

Jeymi jest świadkiem wymiany ich spojrzeń. Na jej twarzy wymalowany jest ból, chodź oni wydają się tego nie zauważać. Każdy zauważyłby jej mękę. Chłopak przerywając chwilę, łapie swoją dziewczynę za dłoń, chcąc dać jej jakiś znak.
 
- Możemy...
Eleny zaczyna mówić, ale Liam skutecznie ją ucisza, przerywając jej.
- Na zewnątrz.
Puszcza dłoń Jeymi, szepcząc pośpiesznie, że wróci za 2 minuty. Oni nie są teraz wstanie pojąć, jak "aniołek" się czuję... Nie wiedzą, że troskliwe ruchy Liama względem Eleny, zabijają ją od środka. Mają tajemnicę, której Liam broni przed swoją miłością. Czemu...?

_____________________________________________________________

Liam cz.25 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"



 
 
 "Gdzie jesteś, gdy cię nie ma ?"

Kolejny dzień zaczęli razem, obdarzając się troską, pokazywali jak bardzo są ważni dla siebie, podobnie robili w następne dni. Elena nie stanęła między nimi, tak samo, jak ich przyjaciele. Liam zwracał uwagę tylko na Jeymi, dając wszystko czego potrzebowała. 2 tygodnie minęły im idealnie, oparte tylko na miłości. Zbyt idealnie, by mogły trwać wiecznie....

Wrzącą wodą zalałam esencje herbaty, po chwili wciskając do niej cytrynę. Dodałam pół łyżeczki cynamonu, a jego zapach smugą rozniósł się po kuchni. W ręce złapałam biały kubek, ogrzewając nim zmarznięte dłonie. Zajęłam swoje miejsce przy oknie, patrząc jak śnieg co raz bardziej zasypuje ulice.
 Ludzie tak szybko biegali, jakby biały puch był zabójcą. Odgarnęłam swoje ciemne włosy do tyłu, mocząc usta w gorącej cieczy. Łagodny smak rozpłynął się, zadowalając podniebienie. Cisza panowała w każdym pomieszczeniu mieszkania i jedynym dźwiękiem, był wiatrak włączonego laptopa. Otwarta skrzynka pocztowa, świeciła pustkami. Żadnego e-mail, żadnej wiadomości, a dokładnie tej jednej. Wiadomości o przyjęciu mnie do pracy. W tym tygodniu mieli napisać.... Poderwałam się, podchodząc do urządzenia i wylogowując się, trzasnęłam klapką, zamykając go. Wyczekiwanie strasznie męczy. Liam. Gdzie jest Liam ? Wróciłam do parapetu, sięgając komórkę. Otworzyłam wiadomości i zaczęłam wystukiwać kolejne litery, układające się w sensowne wyrazy.
- Jeymi jestem. Mam niespodziankę.
Zmazałam tekst, odwracając się do Payna. Uśmiech zagościł na mojej twarzy i czułam jak moje oczy zaczynają błyszczeć. Piękny mężczyzna stał na progu mojego mieszkania, luźno i seksownie opierając się ramieniem o futrynę. Na ustach krył się głupkowaty uśmieszek, a oczy były drapieżne. Ciało opinała siwa koszulka, a wytarte jensy luźno zwisały mu z bioder. Wyglądał tak niewinnie i chłopięco.
- Podobam ci się ?
Trzasnął drzwiami, pewnym krokiem przemierzając salon. Będąc minimetry przede mną pochylił się, dając moim ustą miłość. On smakował dużo lepiej niż moja herbata.
- Zabieram cię wieczorem na kolację.
- Randka ?
Uniosłam jedną brew, cicho chichocząc.
- Tak Madame. Nasza druga.
- Och... a kiedy była pierwsza ?
- Nasz spacer na London Bridge.
Uh.... to była jego randka ?
- Nie wiedziałam, że to była randka.
- Teraz wiesz. Nie zgodziłabyś się, gdybyś wiedziała.
- Ok więc co powinnam ubrać ?
- Sukienkę, koniecznie tą, w której przyszłaś na Imprezę.
Wzdrygnęłam się na koszmarne wspomnienia z tamtej nocy. Nasza kłótnia odbiła się echem w mojej głowie, cichnąc po chwili.
- Białą ?
- Białą Aniołku.
- Jak sobie pan życzy.
- Pozwoli pani, że usiądziemy na kanapie i przez kilka godzin po leniuchujemy ?
Kiwnęłam głową, czując jak moje nogi odrywają się od ziemi. Liam posadził mnie na wypoczynku, siadając obok i mocno przyciągając moje ciało do jego. Całkowicie pokochałam słodkiego Liama. Całkowicie i nieodwracalnie...

***

Wsunęłam przez głowę, białą kreację, podobnie, jak pierwszym razem, pomijając stanik. Robiłam wszystko, by jak najlepiej odtworzyć wygląd z tamtej nocy. Wysokie buty i w sumie to chyba mi się udało. Opuściłam sypialnie, podążając na dół.
- I jak ?
Zapytałam widząc, czekającego już chłopaka.
- Ślicznie.
Pocałował mnie słodko i namiętnie, zawracając tym w głowie.
- Idziemy ?
- Tak.
Sięgnęłam swój płaszcz, a Liam pomógł mi go ubrać. Zaplotłam komin wokół szyi i wyszliśmy, udając się do wind.

***

- Mogę nam zamówić ?
Widziałam niepewność w oczach chłopaka, chociaż głos był tego przeciwieństwem.
- Tak.
Zdałam się na niego, jeszcze raz ilustrując restauracje. Przytulna, włoska i magiczna, zdecydowanie trzy najlepsze określenia tego miejsca. Jasne, kremowe kolory wprowadzały tu dużo spokoju i być może, dlatego czułam się tutaj tak dobrze. Kelner przybył na zawołanie, a Payn podał mu numer naszych dań. Posiłki przybył szybko, zaspakając moje kubki smakowe.
- Smakuje ci ?
- Bardzo.
Posłałam mu uśmiech, pochłaniając kolejny kawałek steka z kurczaka. Sos kokosowy, którym był oblany i ostra chilli, którą był przyprawiony, to zdecydowanie mój zestaw smaków....
- Muszę cię na chwilę przeprosić.
Spojrzałam na chłopaka, który był wyraźnie spięty. Wyraz twarzy był nieodgadniony, ale w oczach kryło się jakieś uczucie. Odszedł kawałek od stolika, stając do mnie tyłem. Ciekawość wzrastała, kiedy nie mogłam usłyszeć, ani jednego słowa. Minęło kilka chwil, jak wrócił, kontynuując nasz wieczór.
- Wszystko w porządku ?
- Tak aniołku...
Jego telefon znowu wydał dźwięk, tym razem informując o wiadomości.
- Jeymi muszę coś pilnie załatwić...
Co ? Ale nasz randka ? Dopiero się zaczęła.
- Pójdę zapłacić.
Zwiesiłam głowę, nie kryjąc smutk. Co się stało, że jest to ważniejsze od naszego wieczoru ?
- Jeymi.
Podniosłam głowę, ubierając jeden z najfałszywszych uśmiechów i założyłam płaszcz. Chłodne powietrze uderzyło w nas, kiedy tylko przekroczyliśmy próg lokalu.
- Gdzie jedziemy ?
- Ty do domu, zamówiłem ci taksówkę.
- Mogę jechać z tob....
- Nie możesz.
Jego surowy ton wbił mnie w ziemię. Czarny pojazd podjechał, a Liam otworzył mi tylne drzwi.
- Wrócę za kilka godzin. Uważaj na siebie.
Pocałował mnie mocno, jakby ostatni raz i czekał, aż wsiądę. Zapłacił kierowcy, trzasnął drzwiami i znikł w mroku Londynu. Złe myśli nie przestawały nawiedzać mnie. Czemu nie mogłam jechać ?...

***

Zrobiłam kolejne przejście wokół salonu, a moje myśli wchodziły na co raz gorsze tory. Przebrałam się w piżamę i zmyłam makijaż, nad którym spędziłam tyle czasu. Tak bardzo chciałam, by było dzisiaj idealnie. Usiadłam na dupie, chowając twarz w dłoniach. Gdzie jesteś ? Zegarki wybiły 23:00, a po nim nie było ani śladu. Liam ? Odchodziłam od zmysłów, nie wiedząc nic. Zupełnie nic. Telefon zawibrował w moje kieszenie, a ja z prędkością światła przyłożyłam go do ucha.
- Halo ?
- Jeymi nie wrócę na noc, będę jutro nie martw się.
- Ale Liam... gdzie jesteś ?
Cisza... słyszałam w tle kobiecy głos. Na pewno był kobiecy.
- Jesteś sam ?
- Muszę kończyć.
- Liam ?!..... Liam ?
Połączenie zostało przerwane. Głucha cisza.... Zacisnęłam mocno zęby, odkładając spokojnie telefon, nim stanie się moją ofiarą. Gdzie on do cholery jest ?! Trzasnęłam dłonią w kanapę, czując jak coś się właśnie wypala.....


_______________________________________________

Liam cz.24 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"





"Ufać...."

Trzymając mnie mocno, położył się ze mną na łóżku. Moje serce biło szybko i nie równo przez jego wybuch.
- Musisz mi ufać. Między mną, a Eleną już nic nie ma, tylko przyjaźń.
Właśni widziałam. Dałabym wiele, by wymazać ten dzień z pamięci....
Czułam jak jego dłonie powoli przesuwają się po mojej skórze, dając uczucie kojenia. Nasze ciała były tak bliski, idealnie przylegały do siebie. Zataczał małe kółka na nagim ramieniu, całując moje czoło. Małe gesty o wielkim znaczeniu... Potarłam policzkiem o jego klatkę, chowając nos we włoskach. Czerpałam jak najwięcej wspomnień z tej chwili.
- Chciałem pomóc.
- C.co ?
Ściągnęłam brwi, nie rozumiejąc jego słów.
- Potrzebowała pomocy.
- Kto ?
Zmarszczka na moim czole pogłębiła się, kiedy uniosłam delikatnie głowę, spoglądając na jego twarz.
- Elena.... spotkałem się z nią tylko po to. Przyjaciele sobie pomagają.
Odwróciłam wzrok, próbując z niego zejść, ale w efekcie zacieśnił bardziej uścisk. Na myśl o Elenie robi mi się nie dobrze. Jest mi trochę głupio, że na niego naskoczyłam, to prawda, że przyjaciele są po to, by sobie pomagać. Uhrrr to Elena... pieprzyć to, nie chcę by się przyjaźnili. Złość się na nowo we mnie zbiera i potrzebuję jakiegoś wyładowania.
- Jesteś moją dziewczyną i tylko ty zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Czemu mi nie ufasz ?
- Ty też mi nie ufasz.
- Ufam ci bardziej niż komuś innemu.
- Więc czemu nie powiesz mi skąd te blizny ?
Przejechałam dłonią po jednej, a on się spiął. Jego mięśnie były napięte, jakby gotowe do walki.
- Nie mogę.
- Widzisz, nie ufasz mi.
- Ty też mi nie powiedziałaś o śnie.
Milczałam chwilę nie widząc, jak się z tego wywiązać. Cholera....
- Ty mówisz, ja też.
- Jeymi...
Jego ostrzegawczy ton, nie spłoszył mnie.
- Skąd je masz ?
- Kiedyś ci powiem, obiecuję.
I tak właśnie jesteśmy nigdzie. Złe myśli nie przestaną mnie prześladować.
- Nadal jesteś wściekła ?
- Zła.
- Możesz się na mnie wyładować. Poczujesz się lepiej.
Pocałował mnie w policzek, zaplatając kosmyk moich włosów na palcu.
- W jaki sposób ?
Uważnie obserwowałam jego twarz, czekając na odpowiedź.
- No wiesz...
Zaczął poruszać brwiami, a czerwień wpełzała mi na policzki.
- Weź mnie.
- Liam, jesteś okropny.
Z lekkim śmiechem opadłam na jego tors, oplatając go swoimi ramionami.
- Uwielbiam ten dźwięk.
Wymruczał to tak seksownie, że wewnątrz mnie coś się obudziło.
- To jak będzie ? Chciałbym cię poczuć.
(Fragment zawiera treści erotyczne, jeśli nie chcesz czytać, możesz go ominąć.)
Skubnęłam zębami jego brodę, przejeżdżając językiem po jego zaroście. Moje usta spoczęły na jego, stęsknione smaku. Całowałam najlepiej, jak umiałam, chcąc dać mu do zrozumienia, że tylko ja, mogę to robić. Moje palce muskały jego skórę, skubiąc ciemne włoski. Zębami przygryzałam jego dolną wargę, sunąc następnie, po niej językiem. Odsunął się na chwilę, patrząc w moje oczy.
- Zobacz co ze mną robisz.
Chwycił moją dłoń prowadząc ją w dół i oplatając moimi palcami jego twardą już erekcję.
- Do prowadzasz mnie do szaleństwa samymi pocałunkami.
Uśmiechnęłam się pod nosem, mocniej zaciskając dłoń na materiale jego bokserek. Schyliłam się, zostawiając delikatne pocałunki na jego bliźnie. Widziałam, jak wstrzymuję powietrze, napinając się, ale nie powstrzymał mnie. Mocno zaciskał powieki, jakby to, bardzo go bolało. Moje serce ściskało się na ten widok. Podciągając się do góry, ucałowałam jego powieki i wtuliłam twarz w zagłębienie, gdzie szyja łączy się z ramieniem.
- Przepraszam.
- Aniołku nic mi nie zrobiłaś, wszystko jest ok.
Przewrócił nas i tym razem to on górował nade mną. Osunął jedną miseczkę stanika w dół, dłonią dobywając mojej piersi. Gęsia skórka rozsiała się po całym ciele, kiedy kciukiem zaczął zataczać malutkie kółeczka. Porzucił moje usta, z pocałunkami zmierzając do pępka. Kciukiem drugiej dłoni, zsunął moje majtki, a w momencie, w którym nie chciały dalej ustąpić, rozerwał cienką koronkę. Moje piękne majtki! Nosem tracił wrażliwą łechtaczkę, a rozkosz i porządanie wybuchły we mnie, rozsyłając impulsy w każdym kierunku. Dmuchnął chłodnym powietrzem, a moje biodra mimowolnie, szarpnęły w górę. Bardziej rozsunął mi uda i chociaż już to robiłam, moje policzki oblała krwista czerwień. Urwany jęk wydobył się z moich rozwartych warg, kiedy jeden z jego długich palców znalazł się we mnie. Masował wszystkie ścianki, dostarczając mi tym nienazwane uczucia. W momencie, w którym zgiął palec, spadłam z urwiska, doznając spełnienia.
- Jesteś już gotowa.
Ekspert się odezwał...
Zdjął swoje bokserki, wracając ustami do moich.
- Byłam gotowa od samego początku.
- Nie wystarczająco, nie chcę cię poranić, nigdy nie skrzywdzę cię fizycznie.
Wypełnił mnie, a ja wydałam długi jęk. Dał mi chwilę, bym mogła się przyzwyczaić.
- A psychicznie ? Zranisz mnie ?
- Świadomie nigdy.
Pocałował moje czoło, zaczynając powoli się poruszać. Nasze oddechy były ciężkie, a na ciele chłopaka gromadziły się kropelki potu. Nie doszłam do siebie po pierwszym orgazmie, a czuję już, jak nadchodzi drugi. Moje biodra poruszały się równo z jego, a nasze usta miały swój oddzielny świat.
 Łóżko zaczynało delikatnie trzeszczeć, kiedy ruchy stawały się agresywne i szybkie. Zaciskałam się wokół jego twardości, czując jak łzy gromadzą się w moich oczach, pod siłą doznań.
- Dojdź dla mnie aniołku.
Nie musiał o to prosić, zrobiłam to od razu, słysząc jego zadowolony jęk. On także doznał spełnienia, chwilę po mnie. Opadł na mnie, przykrywając swoim ciałem moje.
- Dziękuję.
Chciałam odpowiedzieć, ale nie mogłam wydobyć głosu, kiedy kilka łez wypłynęło z kącików moich oczu.
- Powiedz mi, że mnie kochasz.
Zaskoczyła mnie jego prośba, ale bez problemu to zrobiłam.
- Kocham cię....

Zasnęli razem, wtuleni w siebie. Żadne emocje nie kłębiły się w nich, byli spokojni. Chociaż ich problemy nie zostały rozwiązane, odpuścili temu. Kolejny dzień zaczęli razem, obdarzając się troską, pokazywali jak bardzo są ważni dla siebie, podobnie robili w następne dni. Elena nie stanęła między nimi, tak samo, jak ich przyjaciele. Liam zwracał uwagę tylko na Jeymi, dając wszystko czego potrzebowała. 2 tygodnie minęły im idealnie, oparte tylko na miłości. Zbyt idealnie, by mogły trwać wiecznie....

***Jeymi stosuję zastrzyki antykoncepcyjne, więc Liam nie musi używać prezerwatyw.
__________________________________________________

   /Natalia


poniedziałek, 24 lutego 2014

Liam cz.23 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"



 
"Zimna jak lód..."

 Liam siedział na kanapie, patrząc na mnie. Z nerwów przygryzłam dolną wargę, znajdując w sobie siłę.
- Powinieneś na jakiś czas wrócić do swojego mieszkania.
- C.co ? Aniołku nie.
Wstał na równe nogi, a jego zagubione oczy zaciekle patrzyły w moje.
- Nie podchodź do mnie, nie chcę żebyś mnie dotykał.
Nie zniosłabym jego dłoni na swojej skórze, zbyt bardzo go kocham, zbyt duży wpływ na mnie ma jego dotyk... Zaczęłam ssać dolną wargę, powstrzymując ukłucie w sercu. Nie mogę uledz. Nie mogę. Moja mantra.
- Tam są drzwi.
 Wskazałam prawą dłonią metalowy prostokąt, obity mahoniowym drewnem. Tyle wystarczyło, nic więcej nie potrafiłam wypowiedzieć. Zbyt dużo emocji zebrało się w moim gardle, pragnąc ujść, ale w rzeczywistości byłby to tylko szloch. Długi szloch. Weszłam do swojego pokoju, od progu zdejmując swoje ciuchy. Nie mam pojęcia czy Liam już poszedł. Nawet nie potrafiłam na niego spojrzeć, idąc tu. Całe to kochanie to wielki gówno. Czemu nikt mi nie powiedział, że będzie tak trudno ? Nikt mi nigdy nie mówił o miłości. Jakby nie istniała, a przecież ona jest wszędzie. Żyłam na obserwacjach. Widziałam idealne małżeństwo rodziców i to jaką miłością obdarzali mnie. Tam nie było sporów, nie było kłótni. W miłości do przyjaciół, też nie był czegoś takiego jak ból. A kiedy pojawił się Liam, jest go tak dużo. Sama nauczyłam się kochać, właściwie to każdy to potrafi. Związki. Nigdy się w to nie bawiłam. Nie wiem na czym dokładnie polegają. Kieruję się sercem. W Portland przeżyłam tylko kilka jednorazowych przygód, pod siłą bunt. Ale to jest odległe temu. Może to ja popełniam błędy ? Wrzuciłam ciuchy do kosza na praniem i w samej bieliźnie, weszłam pod czystą pościel. Biały puch otulił moje ciało, kiedy za oknem zaczęły opadać pojedyncze płatki śniegu. Zostało tak mało czasu. Za 5 tygodni święta. Lecę do Stanów. A Liam ? On... Przekręciłam się na drugi bok, zamykając oczy. Nie chcę myśleć o miesięcznej rozłomce. Ciche, spokojne dźwięki mojego oddechu utuliły mnie do snu. Oddałam się.


***

Kolejny koszmar. Mój sen przerwany, a oddech ciężki. Klęczałam na łóżku zwinięta w kłębek i cicho szlochałam. Obraz nawiedzał moje myśli nawet teraz, kiedy nie śpię. W gardle mi zaschło, zaraz po moim krzyku, który mnie zbudził. W sypialni było zimno, bardzo zimno. Kolejne łzy spłynęły w dół, a za nimi następne.
- Aniołku. Ćśśśś...
Opierałam się ramionom Liama, chociaż tak rozpaczliwie pragnęłam, by mnie przytulił.
- C.co ty tu robisz ?
- Jestem przy swojej dziewczynie. Proszę, chcę ci pomóc.
- Nie potrzebuję pomocy.
- Jesteś roztrzęsiona i słyszałem jak krzyczałaś, powiedz mi o czym są te koszmary.
- Nie mogę.
Próbowałam powstrzymać szlocha, ale wychodziły z tego przytłumione jęki. Owinęłam swoje kolana dłońmi, próbując zatrzymać wszystkie obrazy. Payn siłą wciągnął mnie na swoje kolana, zamykając w żelaznym uścisku.
- Jesteś jak lód.
Pocierał dłońmi moją nagą skórę, trzymając mnie przy sobie. Wdychałam jego piękny zapach i wsłuchiwałam się w bicie jego serca. Uspokaja.
- Jesteś piękna, nawet taka zapłakana.
- Nadal jestem wkurzona.
- Chcę ci wszystko wyjaśnić.
- Nie mam ochoty na słuchanie tego. Zbyt łatwo ci wierzę. Jutro będzie tak samo jak dziś czy wczoraj. Przez chwilę będę ja, a później Elena.
- Nie prawda.
- Tak prawda ! Puść mnie, chcę być sama.
- Nie.
- Liam puść.
- Jeymi nie !
Ryknął ostro, odbierając mi zdolność mowy. Trzymając mnie mocno, położył się się ze mną na łóżku. Moje serce biło szybko i nie równo przez jego wybuch.
- Musisz mi ufać. Między mną, a Eleną już nic nie ma, tylko przyjaźń.
Właśni widziałam. Dałabym wiele, by wymazać ten dzień z pamięci....

___________________________________________________

niedziela, 23 lutego 2014

Liam cz.22 "Skrywam tajemnicę.... kiedyś byłeś przyjacielem"



 

"Ziemia się kruszy"


Podziękowałam, od razu płacąc i zmuszając się do uśmiechu. Wypiłam wszystko jednym duszkiem, zwilżając suche gardło. Podniosłam się z krzesła, zasuwając je i robiąc nie chciany hałas. Nie chcę być zauważona. Nie teraz. Spojrzałam w ich kierunku, a on patrzył na mnie. Nie widziałam jego oczu, ale siedział spięty, wyprostowany jak struna. Wyszłam. Powoli opuściłam lokal... Ich obraz wrył się w moją pamięć, pozostając tam. Wieczyste wspomnienie wyniszczające mnie. Czemu kiedy wydaje mi się, że jest dobrze, on...., pojawiają się dni, które psują wszystko co zbudowaliśmy. Wiecznie od fundamentu zaczynać nie będziemy, bo przyjdzie czas, że nawet fundament skruszy się, będąc zbyt słabym. Czemu jesteś takim cholernym dupkiem Liam ?! Przeszłam na drugą stronę ulicy, zatapiając się w tłumie. Byłam nie widoczna między tłokiem śpieszących się ludzi. Niechcące popychanki łokciami, były na porządku dziennym i nikt nie fatygował się by powiedzieć małe "przepraszam". Ze wzrokiem w bitym w buty szłam przed siebie. Czas mijał tak bezlitośnie wolno. Chwila kiedy patrzył jej głęboko w oczy jest nie do wymazania. Każdy moment ich razem, odtwarzany jest na okrągło. Nie chcę myśleć co robią teraz, kiedy wiedzą, że już im nie przeszkodzę. Pieprzony Liam !!! Tłum zaczynał maleć, a co raz więcej świeżego tleny, było dostarczane do płuc. Łzy znowu gromadziły się w moich oczach. Nie łzy rozpaczy, ale złości. Zamazywały mi obraz, powodując, że potykałam się o własne nogi, ale nie spływały po mojej twarzy. Powinnam uciec.
- Jeymi zatrzymaj się.
Pociągnął mnie do siebie, powodując tym samym, że straciłam równowagę i wpadłam w jego ramiona. Czułam na plecach jego ciężkie bicie serca. Skąd wziął się tutaj Liam?
- Mogę ci to wytłumaczyć.
Nie ! Nie chcę ! Mam dość jego tłumaczeń! Robi to cały czas !
- Nie mam ochoty.
Wyrwałam się z jego objęcia, ruszają do przodu. Nie zrobiłam trzech kroków, kiedy znowu mnie zatrzymał, obracając do siebie.
- Nie zachowuj się jak dziecko !
Syczał tonem, tak bardzo przepełnionym złością. I znowu jest wściekły na mnie, ale przecież to on jest winny !
- Robisz nie potrzebne sceny !
Słucham ? Ja robię sceny ?
- Puść mnie, a sobie ich oszczędzisz !
Przybrałam ton o takiej samej barwie jak on.
- Nie.
- Puść mnie do cholery !
- Nie tym tonem Jeymi.
Och, a więc on może, a ja nie.
- Daj mi wyjaśnić, a wszystko będzie dobrze.
- Nic nie będzie dobrze puki ona jest między nami.
- Elena to moja przyjaciółka.
- A ja to twoja dziewczyna.
- Nic nie rozumiesz.
- Rozumiem wszystko. Chcesz dalej z nią być to bądź, ale nie traktuj mnie jak swoją zabawkę. Sprawiasz, że czuję się jak nic nie warta dziwka.
- Przestań...
- Jesteś dla mnie miły i udajesz, że ci zależy, ale kiedy się zadowolisz pozostawiasz mnie, wracając do niej. I tak jest cały czas.
- Jeymi, nie traktuję cię tak. Nie miej takich myśli.
Jego głos się łamie, och....
- Nie muszę ich mieć. To jest rzeczywistość.
- Aniołku proszę cię, nie mów tak.
Stał się nagle taki spokojny. Zrobiło mi się go żal. Bezbronny i spokojny Liam. Zamknęłam oczy, widząc, że jeśli nie odejdę, rzucę mu się w ramiona. Biorąc głęboki oddech, obróciłam się na pięcie i odeszłam...

*

Dochodziłam już do końca Angel St. Tak blisko domu. Liam cały czas szedł za mną, kilka razy próbował coś mówić, ale ja wtedy zaczynałam śpiewać sama do siebie zagłuszając go. Dochodząc do lobby minęłam windy i ruszyłam schodami na swoje piętro. Był obok, jak mój cień. Przekręciłam klucze w drzwiach, otwierając je. Pęk metalu opadł na szafkę, a ja zdejmując buty od razu poszłam do łazienki, ignorując jego słowa.

*

Ciepły prysznic miał oczyścić moje myśli, ale zamiast tego jeszcze więcej obrazów Eleny zawładnęło moim myślami. To wszystko jest tak silne, zbyt silne. Ubrałam długie spodnie od jogi i białą koszulkę na szerokich ramiączkach, przykrywającą krwisty stanik. Włosy osuszyłam ręcznikiem, związując mokre fale w kucyk na czubku głowy. Umyłam zęby, nie śpiesząc się. Potrzebowałam czasu w samotności, a tu go miałam. Co on zrobił z moim życiem ? Trzasnęłam otwartymi dłońmi w umywalkę, wyładowując swoją złość. Spośród milionów mężczyzn świata, ja musiałam zakochać się w nim. Dwa głębokie oddechy i wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, prosto do salonu. Liam siedział na kanapie, patrząc na mnie. Z nerwów przygryzłam dolną wargę, znajdując w sobie siłę.
- Powinieneś wrócić do swojego mieszkania.
- C.co ? Aniołku nie.
Wstał na równe nogi, a jego zagubione oczy zaciekle patrzyły w moje.
- Nie podchodź do mnie, nie chcę żebyś mnie dotykał.
Nie zniosłabym jego dłoni na swojej skórze, zbyt bardzo go kocham, zbyt duży wpływ na mnie ma jego dotyk......

____________________________________________________________

środa, 19 lutego 2014

Liam cz.21 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"




"Zrobiłeś to..."

Nie wiem czy pożegnanie tego sporu jest możliwe, nie teraz kiedy oboje kipimy ze złości.
- Jeymi przestań być tak cholernie uparta.
- Przestanę, kiedy ty zrozumiesz co czuję.
Widziałam jak cały się spina. Jego postura stała się silniejsza i jakby wyższa. Z jego twarzy, trudno było coś wyczytać, ale mogłam stawiać na urażenie.... on nie ma pojęcia, jak to boli. Sypiał z Eleną, całował ją, mówił jej, że ją kocha, kochał ją, byli razem, a teraz się przyjaźnią ? Żadna miłość nie wygasa do końca. Nawet ich. On nawet nie powiedział, że mnie kocha. Gniew buzujący we mnie jest tak silny, że czuję go w kościach. Pięści mam zaciśnięte, a knykcie pobielałe. Stoję na polu bitwy. Moim przeciwnikiem nie jest Liam, a zazdrość, którą on świadomie we mnie wzbudza. A może nieświadomie ? Wyrzeźbione ciało chłopaka jest rozpraszające. Patrząc na jego napięte mięśnie, wszystko się we mnie pobudza. Tak bardzo chciałabym zażegnać tą sprzeczkę, jednak pójdę do nikąd, ulegając.
- Skąd masz tą bliznę ?
Moje oczy dostrzegają szramę pod jego prawą pachą. Cięgnie się swoją długością, jednak jest wąska. Blada i bolesna. Podchodzę bliżej, a chłopak się cofa. Każdy mój krok w przód to jego w tył.
- Liam ?
Zakłada rękę na rękę, chowając ranę, ale odsłaniając następną. Głębsza, bardzie różowa. Przypomina cięcie nożem i nie wygląda na starą. Trafia mnie to, jak musiał cierpieć. Mam ochotę ucałować ją, ją i poprzednią.
- Liam skąd je masz ?
- Nie twój kurwa interes.
Wysyczał przez zęby z wściekłością.
Auć.
- W porządku nie chcesz nie mów.
Również syknęłam.
Trzasnęłam drzwiami balkonowymi, zamykając je. Z grzejnika ściągnęłam wyprane i ciepłe leginsy, nasuwając biały materiał na nogi. Krew we mnie wrzała, jednak zachowałam spokój. Podeszłam do drzwi, naciągając na bose stopy kozaki.
- Co robisz ?
Milczałam, owijając szalik wokół szyi. Zabrałam klucze i telefon chowając to do tylnej kieszeni. Przekręciłam zamek, szarpiąc klamkę.
- Będziesz teraz obrażona na cały świat ?
- Tylko na ciebie. Miłego pieprzenia Eleny na imprezie.
Trzasnęłam za sobą drzwiami, od razu zaczynając żałować słów. Co jeśli naprawdę tak zrobi ? Szłam do windy, próbując wywalić z głowy Liama. Ogarnij się ! Drzwi się rozsunęły, a zaraz potem zasunęły. Podróż do holu trwała kilka sekund, a zimne barwy od razu uderzyły w oczy. Wyszłam na świeże, londyńskie powietrze, tak bardzo pachnące deszczem. Wszystko pachniało deszczem. Gdzie teraz ? Rozejrzałam się po znakach, chociaż dokładnie widziałam dokąd prowadzą ulice. Wydałam z siebie mruknięcie, ruszając Angel Street. Zagłębiałam się w mieście, brnąc do głównej ulicy, gdzie roi się od sklepów i wielkich bilbordów.

Czerwone autobusy, jeden za drugim przejeżdżały obok mnie, a w pogoni za nimi czarne taksówki. Mało samochodów, ale tłumy przepychających się ludzi. Jeden za drugim, gęsiego do celu. Niebo osłonione ciemnymi chmurami i chłodne powietrze. Tak wiele głosów przeplatało się w powietrzu. Każdy z kimś rozmawiał. Biznesmeni przez słuchawki z klientami. Przyjaciele przez telefony. Dzieci z rodzicami obok. Każdy z kimś. Chcę wrócić do Liama. Doszłam już do Arthur St. nie wiem gdzie mogłabym teraz pójść. Odblokowałam telefon, ale nic tam na mnie nie czekało, zero smsów, zero nieodebranych połączeń. Usiadłam w małej, ale znanej kawiarni, nic nie zamawiając. Chciałam się po prostu ogrzać. Skuliłam się na krześle na końcu sali. Kominek nie daleko dawał ogromne ciepło i przytulność pomieszczeniu. Nerwy już opadły, pozostał tylko smutek. Z nudów patrzyłam na każdy stolik po kolei, przyglądając się dyskretnie ludziom. Do lokalu weszła nowa para, ale nie zwróciłam na nią uwagi, skupiając się na swoim zajęciu. Wzrokiem powędrowałam na przeciwległy koniec, dostrzegając Liama. Przełknęłam ślinę patrząc na Elene, której dłoń ujmował. Oboje uśmiechnięci. Nie bardzo przejął się tym, co stało się w mieszkaniu. Na jego twarzy nie było, ani jednego zmartwienia. Obraz palił mnie w oczy, palił tak bardzo, że łzy zaczęły je wypełniać. Liam.... Ona taka piękna, siedział na krześle przed nim. Chociaż szczerze jej nienawidziłam, była tak piękna. Odwróciłam głowę, a raczej ją spuściłam.
- Chciałaby pani coś zamówić ?
- Wodę.
- Zaraz przyniosę.
Nie popatrzyłam na kelnerkę, chociaż jej głos był tak przyjazny. Do uszu docierały ich śmiechy. Ciekawe, że nadal mnie nie zauważył. Aż tak bardzo oczarowany jest Eleną ?
- Proszę bardzo.
Podziękowałam, od razu płacąc i zmuszając się do uśmiechu. Wypiłam wszystko jednym duszkiem, zwilżając suche i piekące gardło. Podniosłam się z krzesła, zasuwając je i robiąc nie chciany hałas. Nie chcę być zauważona. Nie teraz. Spojrzałam w ich kierunku, a on patrzył na mnie. Nie widziałam jego oczu, ale siedział spięty, wyprostowany jak struna. Wyszłam. Powoli opuściłam lokal......

________________________________________________________

/Natalia