środa, 26 lutego 2014

Liam cz.36 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"



Header 1D  | via Tumblr


Leżeli obok siebie, dopełniając się jak dwa kawałki układanki. Osłaniał ją, a ona dawała mu bliskość, chodź w małym stopniu, to tak bardzo potrzebną. Sny odeszły.... Odeszły, ale nie po to, by już nie wrócić, odeszły po to, by zacząć spełniać się w rzeczywistości.....


Róż przeplatany z pomarańczę, snuli swoje smugi na jasnym niebie witając słońce. Fiolet i czerwień też się pojawili, czekając na boginię ogrzewającą świat każdego dnia. Świt malował się za oknem, i każda minuta była przybliżeniem do nowego dnia. Nowy dzień, nowa pusta kartka dla nas. Tylko nasze decyzje decydują, jak biała przestrzeń zostanie zapełniona. Tylko my mamy wpływ na to co będzie... tylko my. A jeśli dochodzi do tego los ? Los i nie posłuszne serce ? Czy wtedy mamy wpływ ? Kim jest miłość ? To kobieta ? Anioł ? Mężczyzna ? Uczucie ? Jest jakoś ubrana ?
Ciche pomruki za moimi plecami i drobne ruchy, gasiły myśli, wciągając w teraźniejszość. Zamknęłam szybko oczy, udając porwaną w sen. Wszystkie zmysły, po za wzrokiem wyczuliły się. Każde skrzypnięcie, każdy najmniejszy ruch, każdy jego piękny oddech był słyszalny wyraźnie. Ramiona przykryła miękka kołdra, ogrzana ciepłem ciał. Poczułam aksamitne, lekko spierzchnięte wargi na moim czole, wykonujące delikatny ruchy. Muśnięcie motyla. Bardzo czułe.
- Nie pozwolę cię skrzywdzić...
Chciałam się uśmiechnąć, moje kąciki same się rwały. Oplótł mnie ramieniem, przytulając. Nie chciałam spać, chciałam tylko napajać się ostatnimi chwilami, przed piekielnym dniem.


*
Minęła godzina. Jedna godzina, a ja nie patrząc na zegarek w myślach odliczałam każdą minutę. Każda sekunda miała swój krótki czas. Osunęłam ze swojej talii ramię Liama, wysuwając się spod kołdry. Cicho podreptałam do wyjścia, uważając aby panele nie wydały żadnego dźwięku. Uśmiechając się wyszłam na korytarz, wędrując do łazienki zrobić poranną toaletę.

*
- Mmm.... co za zapachy.
Mama ucałowała mnie w policzek, przyłączając się do robienia śniadania. Para z gorącej herbaty rysowała smugi, kryjące cały aromat. Świeżutki croissanty dochodziły w piekarniku i brakowało tylko nakrycia stołu, oraz mocnej, czarnej kawy dla taty.
- Liam jeszcze śpi ?
Spojrzałam na drzwi mojej sypialni i pokiwałam twierdząco głową. Wszystko było tak spokojne.

*
- Witam moje księżniczki i Liam.
Tata jako ostatni zasiadł do stołu, zajmując miejsce obok swojej wybranki. I po krótkim "smacznego" rzuciłam się na złociste rogaliki. Słodko-słony smak, rozpłynął się po podniebieniu i każdy gryz sprawiał radość. Naprawdę radość. Wszyscy jedli w milczeniu, ale duża dawka napięcia zniknęła, pozostawiając po sobie małe cząsteczki.
- Kochanie dzisiaj wieczorem wychodzimy na kolację z mamą, będzie miło jeśli się dołączycie z Liamem.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze, szukając odpowiedzi. Przeszliśmy na etap przyjaciół, ale to co utrzymywało się między nami nie wyparowało.
- Umówiłam się już na wieczór, um... po za tym myślę, że spędzenie czasu we dwójkę będzie o wiele lepsze.
Ojciec tylko kiwnął głową, a ja wyczuwałam napięte mięśnie Liama...

*
- Z kim wychodzisz ?
Ledwo weszłam do pokoju.
- Z...
- Z kim ?!
Wysyczał ostro, aż przeszył mnie dreszcz.
- Maxem.
Stałam obrócona plecami i jedyne co słyszałam to trzaśnięcie drzwiami. Nie było go...

*
Ulice spowijały lekką mgłą, a niebo zrzuciło swój dzienny ubiór, zakładając ciemny, granatowy garnitur. Chłopak nie wrócił i zaczęłam się martwić. Oddychając głęboko poprawiłam swoją sukienkę,
 po czym puściłam długie fale, przykrywające trochę plecy. Na nogi zdążyłam już ubrać czarne lity ze złotymi zdobieniami, więc byłam całkowicie gotowa. Zajęłam miejsce na skraju łóżka, opuszkami palców stukając o kolano. Zerkałam co chwilę na zegarek, odliczając czas do przyjścia Liama... to znaczy Maxa... Maxa.
Minęło 10 minut i dostałam smsa bym zjechała na dół. Tak też zrobiłam. Biorąc swoją torebkę i ciepły płaszczyk w rękę, zamknęłam mieszkanie, chowając klucze pod wycieraczką, gdyby Payne wrócił. Przywołałam przyciskiem windę, po nie całych 7 minutach pojawiając się w lobby. Było pusto za wyjątkiem recepcjonistki. Rozejrzałam się dookoła, nie dostrzegając nikogo. A może ten sms to pomyłka ? Nie... Wykonałam kilka kroków w kierunku wyjścia i momentalnie stanęłam. Nie tylko ja.
- Gdzie byłeś ?
Obserwował mnie zawzięcie, po czym w zupełnym milczeniu minął, kierując się tam skąd przyszłam. Zacisnęłam zęby, ubierając płaszcz i postanawiając rozejrzeć się na zewnątrz. Czekał.


*
- Mówisz poważnie ?
Moje oczy z pewnością wyglądały jak piłeczki pingpongowe, a uśmiech był tak szeroki, że sięgał do oczu.
- Cieszę się, tak bardzo się cieszę.
Pisnęłam radośnie ściskając jego dłoń, ale musiałam przerwać nasz kontakt, kiedy zawitał do nas kelner. Może pizza jest mało oryginalna, ale za to jaka dobra "i tucząca" och cicho... Oderwałam swój kawałek, zawierający dużą ilość sera i rukoli, mmmm... kosztowałam dania, zadowalając kubki smakowe.
- Wybacz mi na chwilę, pójdę tylko do toalety i zaraz wrócę.
Zgarnęłam swoją torebkę i zgrabnym krokiem podążyłam do białych drzwi. Minęłam umywalki, zmierzając do kabin. W momencie kiedy drzwi trzasnęły za mną potężnym hukiem, obróciłam się i zgadnijcie kogo zobaczyłam ? Liama.
- C.. co ty ?
Zakrył moje usta dłonią, wciągając mnie do jednej z kabin i zamykając drzwi. Usadowił się na spuszczonej desce, a mnie na jego kolanach.
- Spokojnie, aniołku. Nie krzycz.
Opuścił dłoń jednak ścisnął moje ciało tak mocno, że nie mogłam oddychać.
-Nie mogę już wytrzymać. Nienawidzę tego, jak się do niego uśmiechasz, to ja chcę sprawiać byś się śmiała. Całą drogę widziałem jak cię trzyma. Wróć ze mną do mieszkania.
- Liam, jesteś nienormalny.
- Nie wypuszczę cię stąd do puki się nie zgodzisz.
Przywarł policzkiem do moich nagich pleców, blokując wszystkie moje ruchy...
______________________________________________________


Resztę dodam wieczorem :D

Liam cz.35 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"




photo




Stop. Stop. Jeymi nie płacz. Wdrapałam się na łóżko, chowając nie dostrzeżone łzy w poduszce. Widzicie jak to na mnie działa. Nie potrafię z tym żyć. Z nią. Z Liamem.... Próbowaliście kiedyś iść pod wiatr odrzutowca ? Odrzuca cię w jednej chwili łamiąc kości..... tu jest tak samo....

Zaciskałam z całej siły usta, nie pozwalając by nawet najdrobniejszy dźwięk je opuścił. Policzki co chwilę osuszała miękka pościel i tylko oczy zdradzały mój płacz. Brałam głębokie oddechy przez nos, zatrzymując w sobie wszystkie emocje. To się kiedyś skończy prawda ? Słyszałam jak Liam zakańcza rozmowę, więc jeszcze bardziej wtuliłam się w poduszkę.
- Idziemy do twoich rodziców ?
Poczekałam chwilę, próbując wydusić z siebie ton nie wyjawiający wszystkiego.
- Nie mam ochoty, idź sam.
- Zostanę.
Czego nie zrozumiał w słowach IDŹ sam ?
Siedzieliśmy spory czas po prostu milcząc, żadne z nas się nie odzywało i byłam wdzięczna za tą ciszę. Kiedy czułam już, że moje łzy odeszły, wstałam z łóżka wychodząc z pokoju bez słowa. Weszłam do łazienki upewniając się, że moje policzki nie są czerwone i opuchnięte, po czym z garderoby rodziców wyciągnęłam dodatkową pościel i trzy koce. Liam siedział na skraju łóżka i kiedy weszłam podniósł tylko głowę.
- Będziesz spał na ziemi.
Odparłam najchłodniej jak umiałam, rzucając wszystko na ziemię. Zabrałam swoją piżamę i ponownie uciekłam do łazienki. Specjalnie przedłużałam swój czas tam, robiąc wszystko najwolniej jak umiałam. Na nogi naciągnęłam krótkie, białe spodenki i tego samego koloru, przyległą bluzkę z rękawkiem 3/4. Włosy puściłam luźno, rozczesując je pacami. Językiem przejechałam po zębach, zastanawiając się czy nie umyć ich trzeci raz. W ostateczności postanowiłam wrócić do pokoju po godzinnej nieobecności. Payne pościelił sobie na panelach, zabierając mi jedną poduszkę z łóżka. Mijając go podeszłam do komody, odkładając swoją biżuterie do szkatułki.
- Możemy porozmawiać ?
- Nie mamy o czym.
- Kim dla ciebie jest ten chłopak ?
- Nie twoja sprawa.
- Owszem moja ! Nie pozwolę by ktoś cię dotykał.
- Nie jesteśmy razem, więc nie decyduj kto co może.
Moje ciśnienie skoczyło, ale w głębi duszy cieszyłam się.
- Jeymi co ja mam zrobić byś do mnie wróciła ?
- Nic nie możesz zrobić.
Obróciłam się i chciałam coś dodać, ale jego telefon znowu zaczął dzwonić. Odebrał i po pierwszym zdaniu wiedziałam, że to Elena. Czy ta szmata nie może dać spokoju ? Zgasiłam światło, zbierając jeszcze z ziemi porozwalane wcześniej ciuchy. Słyszałam każde słowo, każde pieprzone słowo ich rozmowy i nawet nie chciałam już powstrzymywać łez. Spędzili razem noc, kiedy wyjechałam ? Włożyłam ciuchy do szafy, cały czas stojąc do niego tyłem. Z bezsilności spuściłam głowę, czując jak moje łzy spływające po szyi, moczą mi bluzkę. Nie byłam w stanie się ruszyć, moje nogi wrosły w ziemię i nie mogłam nic zrobić. Blokada. Wiecie jak to jest, kiedy chcesz coś zdziałać, a nie możesz ?
- Jeymi dobrze się czujesz ?
Nie reagowałam, nie chciałam otwierać ust, w których więziłam szloch.
- Hej, aniołku....
Obrócił mnie do siebie i nie mogłam już nic zrobić. Widział moje łzy i widziałam zmieszanie na jego twarzy. Słowa same ze mnie wypłynęły.
- Nienawidzę cię...
Od nienawiści do miłości bliska droga. To prawie to samo, jeśli dobrze to zrozumiecie. Czując, że moje opanowanie wraca, próbowałam ruszyć i przestać robić z siebie ofiarę, ale skutecznie mnie powstrzymywał.
- Czemu płaczesz ?
- Naprawdę ? Naprawdę nie wiesz ?
Czułam się żałośnie i przez to zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Cały dzień się starałam, a teraz ?
- Ej... spokojnie.
Przytulił mnie, ale nie na siłę. Zrobił to delikatnie, jakby obejmował powietrze. Ciepło jego ciała uderzało w moje i jedyne czego chciałam, to wyciąć tą chwilę i zachować ją tylko dla siebie na zawsze. Dłonią rozczesywał moje włosy, trzymając usta blisko mojej skroni.
- Nienawidzę cię tak bardzo...
- Wiem.
- Czemu to wtedy zrobiłeś ? Czemu z nią ? Ze wszystkich kobiet na ziemi.
- Nie wiem Jeymi, to była chwila. Kiedy się opanowałem było już po wszystkim.
- Byłam, aż taka zła ?
- Nie, aniołku nie myśl tak....
- Więc jak ? Podzieliłam się z tobą wszystkim co miałam, kochałam cię, a...
- Ćśśśś.... nie mów.
- Czemu mam nie mówić ? Następnym razem też tak będzie. Tylko chwila. Nie opanujesz się ?
- Nie...
- Spałeś z nią ?
Oderwałam się od jego ciała, z odwagą patrząc mu w oczy.
- Co ?
- Spałeś ?
Mój głos zamieniał się w ciche piski.
- Nie, aniołku..
- Nie kłam.
- Nie spałem z nią, nie zrobiłbym ci tego, przecież wiesz.
- Nie wiem nic. Nie ufam ci...
Widziałam jak bardzo uderzyły w niego te słowa. Zaufanie to przecież podstawa, przynajmniej tak mówią. Ale dla niego miało wielką cenę. Cisza się przeciągała, a on nic nie mówił. Nie widziałam co jeszcze powiedzieć, więc po prostu weszłam pod kołdrę, kładąc się tyłem do jego posłania. Zamknęłam powieki, z całych sił ściskając pościel i cicho łkając. Cicho, niesłyszalnie.


Wiem, że czas mijał, czułam, że jest już późno, ale nie rejestrowałam żadnych ruchów w moim pobliżu. Straciłam na chwilę kontakt i zaczęłam się zastanawiać czy oby nie miałam jakiegoś napadu. Kiedy uchyliłam powieki, był ciemno, a lampka nocna była zgaszona. Zupełny mrok i jedyny widok to lustrzana ściana ukazująca miniaturowy widok miasta. Łzy znowu poleciały, przypominając wydarzenie z przed paru chwil, a może godzin. Lekko drżałam, ale przyczyną tego był szloch, nie mogący się wydostać.
- Ćśśś...
Poczułam jak materac zagłębia się, a jego sylwetka przykleja się do mojego ciała. Stałam się więźniem jego ramion i opiekuńczych, miarowych ruchów.
- Powinieneś już spać.
- Cały czas płakałaś, bałem się, że będziesz miała jeden ze swoich koszmarów. Ja... chciałem być tym pierwszym, który cię uspokoi i sprawi, że nie będziesz się bała.
Nie miałam koszmarów odkąd tu przyjechałam. Minęły ?
- Jeymi proszę, pozwól mi cię kochać. Pokażę ci jaki jestem naprawdę, sprawię, że będziesz szczęśliwa i nikt nie będzie mógł ci tego odebrać. Mogę być najlepszym chłopakiem na ziemi tylko mi pozwól. Dużo lepszym od Maxa, daj mi tylko szansę. Ostatnią. Proszę.
- Nie mogę Liam. Nie puki Elena jest ważniejsza ode mnie.
- Nie ma Eleny.
- Kłamiąc tylko tracisz szansę.
- Powiedziałem jej, że nie chcę jej widzieć. Z czasem przestanie do mnie dzwonić. Tylko ciebie chcę.
Obróciłam się do niego, patrząc na pokrytą cieniem twarz.
- Czemu ?
- Po tym jak mnie zostawiłaś... przekonywała mnie, że powinienem o tobie zapomnieć. Posłuchałem jej. Usunęła mi twój numer i wszystkie twoje zdjęcia...
Miał moje zdjęcia ?
- Nie potrafię o tobie zapomnieć, nie potrafię bez ciebie żyć. Nienawidzę i siebie i jej za to. Przepraszam skarbie za wszystko.
Nie mogę poradzić nic na to, że moje emocje mają swoje życie. Przytuliłam się do jego piersi, wydobywając z siebie szloch.
- Możemy być na początek przyjaciółmi.
- Mogę nie dać rady, kocham cię....
- Spróbuj.


Leżeli obok siebie, wypełniając się jak dwa kawałki układanki. Osłaniał ją, a ona dawała mu bliskość, chodź w małym stopniu, to tak bardzo potrzebną. Sny odeszły.... Odeszły, ale nie po to, by już nie wrócić, odeszły po to, by zacząć spełniać się w rzeczywistości.....

______________________________________________

Liam cz.34 "Skrywam tajemnicę.... kiedyś byłeś przyjacielem"




Song
(zaczyna się troszkę długo, ale daje klimat)

- Puść mnie.
- Nigdy.
- Liam puść.
- Szczęścia nie wypuszcza się z rąk.
Był tak blisko. Czułam i słyszałam jego szybkie bicie serca. Zgrywało się z moim. Chciałabym go zatrzymać. Chciałabym, ale nie mogę....
- Jak mnie znalazłeś ?
Milczał długo, aż westchnął i wygrzebał pogięty papier z kieszeni.
- Dzięki temu. Jak mogłaś to ukrywać ? Jestem wkurwiony na ciebie i naprawdę powstrzymuję się, bo nie chcę cię wystraszyć. A do tego ten skurwiel ! Co on z tobą robił ?
W gardle kompletnie mi zaschło, a dłonie ściskały cały czas zdjęcie z mojej ramki. Żałuję, że je zostawiłam.
- Jak się przyjaźniliśmy mieszkałam w Escali w Seattle. Teraz mieszkam prawie godzinę drogi stamtąd. Jak mnie znalazłeś ?
- Czy to ważne ?
- Bardzo.
- Ubłagałem Taylora, miał dość mojego nachodzenia ostatnim tygodniem.
Zabiję go !!!! Obiecuję, że go zabiję !!!
- Nie możesz tu być, lepiej wracaj do Londynu.
- Nie bez ciebie.
Wydostałam się całkowicie z jego objęć, cofając na zapas kilka kroków w tył.
- Liam...
- Jeymi kocham cię...
- Przestań ! Ty...
Przerwałam, kiedy drzwi windy zaczęły się rozsuwać, a z nich wyszedł mój tata. Och Boże... naprawdę ?
- Dzień dobry.
Podał rękę Liamowi, na co on natychmiast odpowiedział.
- Co cię sprowadza ?
- Przyjechałem odwiedzić Jeymi, przyjaźniliśmy się w Londynie.
Doprawdy ?
- Musisz być Liam ?
- Tak.
Modliłam się, by nie wspominał nic o zdjęciu, nie skończy się to dobrze dla mnie.
- W takim razie zapraszam, chętnie cię poznam, skoro zyskałeś zaufanie Jeymi.
Raczej stracił.
- Chętnie.
Ojciec minął mnie otwierając drzwi i czekał, aż któreś z nas wejdzie. A może się rozmyśli ?
- Kobiety przodem.
Co za kultura Payne.
Minęłam ich wszystkich, jak z pioruna wchodząc do środka. Byłam zła sama na siebie. Zła, bo pragnę by nie opuszczał mnie ani na krok. Wszystko we mnie jest sprzeczne.
- Kochanie poznałaś już Liama ? Potrzebne dodatkowe nakrycie do obiadu.
Spojrzałam na stół, który był już gotowy, nakryty dla pięciu osób.
- Wskakuj maleńka.
Max odsunął krzesło obok siebie, a ja jak najszybciej je zajęłam.
- Zapraszamy.
Mój tata nakierował Liama, który usiadł na przeciw mnie, bacznie obserwując. Widziałam w jego oczach gniew, tak silny, że kiedy zaczęliśmy jeść, bałam się przełknąć rozdziabanego ziemniaka.
- Przebyłeś spory kawał drogi tylko po to by spotkać się z naszą córką ?
Zagadnęła mama.
- Tak bardzo mi zależało. Jest niesamowitą dziewczyną.
Jego wzrok wypalał już we mnie dziurę.
- I piękną.
Dodał Max, bez skrępowania ściskając moją dłoń, która płasko leżała na stole. Jeśli chcesz, żyć to lepiej przestań.
- Zatrzymałeś się gdzieś ?
- W hotelu na przeciwko, na razie zostawiłem tam swoje bagaże, później się zamelduję.
- Och nie ma potrzeby. Dwa tygodnie temu gościliśmy Taylora, ciebie też możemy, wyglądasz na uczciwego, w dodatku kogoś mi przypominasz.
Nie proszę!
- Liam nie może zostać, jeszcze dziś wylatuje z powrotem.
Zaprotestowałam hardo, trzaskając lekko w stół. To zabrnęło już za daleko.
- Nie prawda, nie wykupiłem lotu.
Dłużej nie dam rady udawać spokojnej i wesołej. Nie dam.
- Więc zostajesz u nas.
Mama klasnęła wesoło w dłonie, ukazując cały jej entuzjazm. Od niej nauczyłam się gościnności, zawsze z otwartymi rękoma przyjmuje ludzi. Aż sama się dziwie, że może tak ufać. Co jeśli Liam okaże się złodziejem ? "Nie okaże, przecież go znasz, ba kochasz" Siedź cicho ! Patrzyłam po twarzach rodziców, byli tacy spokojni i uśmiechnięci. Podwinięte rękawy białej koszuli i poluzowany krawat mojego ojca oznaczał, że czuję się swobodnie, co był aż nierealne. Czemu do cholery ? On się tak nie zachowuje. To jest jakiś sen, zaraz się obudzę.
- Maleńka będę się zbierał, przejdziesz się ze mną ? Sama.
Zaakcentował ostatnie słowo, spoglądając na Payna. Kiwnęłam głową zabierając nasze talerzy, po czym opuściliśmy wieżowiec.


***

Szliśmy wolno, aż dotarliśmy pod jego dom. Mieszkał z bratem i trzeba przyznać, że mieli klasę, klasę i kasę. Dom był ładny, idealnie przystrzyżony trawnik, nie wielka ilość roślin i duży parking na samochody. Aż trudno uwierzyć, że Max imprezowicz, dzieli życie bez sporów z bratem biznesmenem. Wpatrywałam się tak dobre kilka minut, aż obrócił mnie i wpił się w moje usta. A...
- Dziękuję za dzisiaj.
Pomachał i odszedł. Co się przed chwilą stało ? Dochodząc do siebie, obróciłam się przemierzając zmieszana kilka kroków, aż napotkałam Liama. Co do cholery zrobiłam, że ten dzień mnie nienawidzi ?
- Pocałował cię.
Minęłam go bez słowa idąc przed siebie.
- Nawet go nie odepchnęłaś !
Szarpnął mnie za nadgarstek, obracając siłą do siebie.
- Dlaczego ?
- Ty możesz całować się z Eleną...
- Jeymi !
- Co ? Wiesz już co czułam. Boli prawda ?
Wyrwałam się, ale znowu mnie złapał.
- Możemy normalnie porozmawiać ?
- Przez cały czas to robimy, a teraz mnie zostaw.
Puścił mnie, więc udałam się w drogę powrotną. Cały czas widziałam jego cień przed sobą. Szedł za mną krok w krok, aż po wejście do wieżowca. Tam zniknął. W zamian pojawiła się pustka, wypełniająca mnie co raz bardziej. Jakby odchodząc zabrał już wszystko, wziął resztki mojego serca i poszedł. A co jeśli, rzeczywiście dał sobie spokój ? Złość. Tęsknota. Ból. Nienawiść. Gniew. Rozczarowanie. Strach. Miłość. W tym wszystkim tylko miłość i tęsknota są pozytywne, reszta co do niego czuję to nic dobrego, a jednak pragnę go. Winda zatrzymała się na samej górze, wypuszczając mnie. Wkradłam się do mieszkania, ale moja obecność została zauważona.
- Nie mijałaś po drodze Liama ?
- Nie.
- Przenocujemy go u ciebie w pokoju, na pewno chcesz spędzić z nim czas.
Nie ! "Jeśli zaprzeczysz czeka cię wywiad" Ugh... nie mam siły.
- Skąd u ciebie ta zmiana ? Przecież ty zawsze byłeś uprzedzony do nowych osób.
- Widzę iskierki w twoich oczach, kiedy ten chłopak jest w pobliżu. Nawet Taylor nie ma takiego wpływu, chociaż znacie się prawie od zawsze.
Ojciec podszedł mocno mnie przytulając. Moje oczy mnie zdradzają ?
- Jestem szczęśliwy widząc, że ty jesteś. Moja mała córeczka.
Okręcił się ze mną tak samo, jak robił to kiedy miałam kilka latek. Zawsze tak robił, w przypływie radości. Byłam i jestem jego księżniczką, zawsze tak mnie traktował. Ha. Pamiętam nasze tańce kiedy to ledwo łapałam, która to prawa, a lewa. Brał mnie wtedy na ręce, zakładając sobie moją małą dłoń na kark i tańczył ze mną po całym salonie, chociaż nie dotykałam stopami ziemi. Nie mogę nic na to poradzić, że uśmiechnęłam się, wtulając jeszcze bardziej w jego śnieżno-białą koszulę.
- Coś cię gryzie Jeymi... o co chodzi ?
Spuściłam wzrok, po czym zaczerpując kilka oddechów, uniosłam głowę. Nie mogę zepsuć jego radości. Nie mogę.
- O nic tatku. Po prostu.... po prostu mam gorszy dzień.
- Da się zauważyć.
- Yghm...
Nasze spojrzenia powędrowały na Payna stojącego w progu, ze szczerym uśmiechem. Ciężko oderwać od niego wzrok, kiedy jest tak perfekcyjnie piękny. Powinni za to karać. Mój humor znowu się pogorszył, ale nie pokazywałam tego. Sama siebie przestałam rozumieć.
- Pokaż mu pokój i jeżeli chcecie przyjdźcie. Znajdziemy coś ciekawego do roboty.
Głos mojego tatuś był tak ciepły, że zaczęłam się rozpadać od wewnątrz. Okłamuję go. Bez słowa otworzyłam drzwi pokoju, zostawiając otwarte, a sama zagłębiając się w nim. Przysiadłam na skraju łóżka, słysząc cichy trzask. Zbierałam w sobie siły, aż byłam gotowa coś powiedzieć. Byłam, ale nie mogłam. Zamknęłam lekko rozwarte usta, kiedy on odbierał telefon. Cisza jaka panowała mogłaby być nie zręczna, ale było odwrotnie. Zaczęłam się uspokajać i mój gniew stopniowo opadał.
- Elena nie będziemy teraz rozmawiać.
A nie, myliłam się. Słysząc jej imię jestem jak... nie ma porównania do tego. Właśnie dlatego z nim zerwałam. Ona jest wszędzie. Nie będziemy razem. Nie potrafię, bo wiem, że ona zawsze będzie gdzieś czyhała, gotowa do ataku. Liam zawsze będzie poświęcony w połowie jej, a ja chcę go całego. Patrząc na nią, słysząc jej imię widzę tylko ich bliskość, widzę jak sprawia mu przyjemność. Stop. Stop. Jeymi nie płacz. Wdrapałam się na łóżko, chowając nie dostrzeżone łzy w poduszce. Widzicie jak to na mnie działa. Nie potrafię z tym żyć. Z nią. Z Liamem.... Próbowaliście kiedyś iść pod wiatr odrzutowca ? Odrzuca cię w jednej chwili łamiąc kości..... tu jest tak samo.....


____________________________________________________________________

Liam cz.33 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"



liam payne gif | Tumblr

Zachłanny pocałunek, oszołomił mnie i kiedy się oderwał, nie byłam wstanie złożyć prostego zdania.
- Nie odpuszczę ciebie tym razem mała, wiesz, że jestem zakochany.
Szepnął po czym zniknął za zasuwającym się metalem....
Z ciężkim oddechem weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi na klucz. W głowie huczało, jakby ciśnienie, które przed chwilą skoczyło w górę, próbował teraz rozwalić mi czaszkę, szukając ujścia. Przysiadłam w salonie na jednym z białych, skórzanych wypoczynków, wplatając dłonie we włosy. Ta pustka, ona znowu wróciła. Tak bardzo bolesna. Zabarwiona dodatkowo rozczarowaniem i złością. Czułam jak alkohol płynie mi w żyłach, rozrzedzając krew, a jednocześnie rozpalając ogień pod skórą. Oczy przyzwyczajone do kompletnego mroku, dostrzegały prawie każdy element w pomieszczeniu, ale wzrok skupiał się na telefonie stacjonarnym. Chciałabym usłyszeć jego głos. Jeden wyraz, jedno mruknięcie, byle było prawdziwe, a nie szumem, wytworem wyobraźni. "Jeymi jesteś pijana !!!" Zachichotałam do siebie pod nosem, lubię ten głos w mojej głowie, jest ze mną zawsze słuszny, no prawie zawsze. Poczłapałam miękkim krokiem do sypialni, obalając się obok Taylora. Wyrwałam mu z pod głowy poduszkę, na co wymamrotał coś niezrozumiałego... "Ten to dopiero jest zalany". Uśmiechnęłam się do siebie, wtulając twarz w chłodny materiał. Zgasiłam lampkę nocną, skopując z siebie kołdrę, którą chłopak mnie obrzucił, chyba bym się usmażyła pod nią i byłby niezły omlet. Później już tylko sekundy trwało moje odpłynięcie....


Następnego ranka, można by rzec, że dwójka obudziła się w innym świecie. Długo dochodzili do tego czy nie mają halucynacji. Zasnąć latem, a obudzić się zimą. Zadziwiająca jest pogoda w samym Portland. Wystarczyło kilka godzin, by śnieg zasypał miasto. Zamieniając krainę słońca, w miasto zimy. Ich jęki bólu i nie zadowolenia przedzierały się przez siebie, budząc uśmiech, malujący twarze...



*** 3 tygodnie później ***
Gdyby jednym słowem dało się scalić szkody, zamazać krzywdy. Jednym gestem zmienić wszystko.... świat byłby za prosty, a ludzie za bardzo szczęśliwi.


*Oczami Liama*
Płyta lotniska, zbliżała się co raz bardziej, aż samolot wylądował. Zima ta sama co wszędzie, jedynie uczucie obcości silniejsze. Zrobiłem jak sobie obiecałem. Zostawiłem stare życia, wraz z minięciem starego roku. Pozbierałem się, sprzedając mieszkanie Jeymi jak prosiła. Z pewnością stwierdzam, że nowi właściciele czują się tam dobrze. Zabrałem swój bagaż, szczelniej owijając szalik i chowając twarz. Złapałem pierwszą taksówkę, jaka stała na postoju, jadąc do domu....


* Oczami Jeymi *
Kolejny raz ocierałam policzki z łez, wywołanych śmiechem. Mięśnie od napięcia bolały nie przyjemnie, ale nic nie mogło powstrzymać tego co się działo. Złapałam się za brzuch, zaciskając powieki i łapiąc oddech.
- Już starczy.
Odetchnęłam głośno spoglądając na Maxa.
- Wiesz, że to jest prawda.
Kiwnęłam, zaczynając znowu chichotać.
- Szkoda, że nie ma tu Taylora, on by na pewno wiedział co powiedzieć.
Wydęłam wargi, opleciona ramionami chłopaka. Przyciągnęłam do siebie poduszkę, układając się na niej zmęczona, chociaż było wczesna poranna pora. Trzymana cały czas w uścisku usnęłam....


* Oczami Liama* (wieczór)
Stając niepewnie przed drzwiami, wziąłem głęboki oddech. Wpatrywałem się w dwu skrzydłowy prostokąt, nie czując ani grama odwagi. Twoja szansa stary. Zapukałem, od razu chowając dłonie do kieszeni. Na siłę uspakajałem swój oddech.
- Tak ?
W drzwiach ustała ładna kobieta w średnim wieku. Przełknąłem ślinę, a prąd, który mnie przeszył, zmienił mnie w pewnego siebie.
- Mieszka tutaj Jeymi ?
- Tak, ale...
- Jestem jej przyjacielem z Londynu. Liam.
- Wejdź.
Przekroczyłem próg mieszkania, zagłębiając się w nim, aż po sam salon...


*Oczami Jeymi *
Max nie odpuszczał mnie dzisiaj na krok i chociaż było to męczące, musiałam to znosić. Z pewnością gdybym zgodziła się wyjść na imprezę, uniknęłabym tego.
- Madame.
Obróciłam się, widząc jak szybko zbliża swoje usta do moich.
- Nie. Ubierz koszulkę, mama mnie woła.
- Przecież widziała mnie takiego.
Machnął otwierając drzwi mojego pokoju. Przewracając oczami, minęłam próg salonu stając jak wryta. Nie mrugałam, nie oddychałam, przysięgam, że umarłam na chwilę. Czułam jego świdrujące brązowe oczy na sobie. Serce skurczyło się, przypominając jak bardzo kocha tego mężczyznę. Pewnym siebie krokiem, zmierzał w moim kierunku, a ja z trudem przełykałam ślinę. Nie byłam pewna czy to nie jest moja wyobraźnia.
- Możemy porozmawiać ?
Jego szorstki głos przestraszył mnie i jestem pewna, że dostrzegł to w moich oczach. Pokiwałam głową, nie wykonując żadnych więcej ruchów.
- Na zewnątrz.
Widziałam jak posyła uśmiech mojej mamie, po czym zabójczym spojrzeniem obdarza Maxa i wychodzi. Chwilę stoję w murowana, po czym ruszam w jego ślad. Spuszczam wzrok, kiedy drzwi za mną się zamykają. Cały czas czuję, jak to wszystko wraca, rozpychając moje serce.
- Pieprzyłaś się z nim ?
Ciśnie we mnie taką wrogością, że automatycznie się cofam, ale mnie łapie, ściskając mocno mój nadgarstek.
- Pieprzyłaś ?
- Liam boli.
Zaczynam łkać, kiedy robi to jeszcze mocniej.
- Odpowiedz mi ?
- Nie. Puść mnie.
Puszcza mój nadgarstek,
ale w zamian obejmuje tak ciasno, że tracę świadomość. Jego zapach uderza w moje nozdrza i sama nie wiem jak udaje mi się nie płakać. Kocham go.
- Czemu tutaj jesteś ?
- Bo nie mogę bez ciebie żyć Aniołku.
Jego słowa tak bardzo bolą.
- Uciekłaś ode mnie, prosząc bym pozwolił ci być szczęśliwą...
- Więc czemu teraz wszystko psujesz ?
- Bo nie możesz być szczęśliwa beze mnie.
Czemu ona musi mieć rację ?
- Ja jestem twoim szczęściem Jeymi, wiem o tym.
- To nic nie zmienia.
- Zmienia wszystko, ty wiesz o tym najlepiej.
- Puść mnie.
- Nigdy.
- Liam puść.
- Szczęścia nie wypuszcza się z rąk.
Był tak blisko. Czułam i słyszałam jego szybkie bicie serca. Zgrywało się z moim. Chciałabym go zatrzymać. Chciałabym, ale nie mogę....


___________________________________________________

Liam cz.32 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"





Zrobiłem cholerne świństwo, zrobiłem to Jeymi... Podniosłem się ze złością, rozbijając szkło o ziemię. Co się ze mną dzieje ? Sięgnąłem telefon, sprawdzając połączenia, nie oddzwoniła, nawet nie miałem jej numeru. Kurwa! "Zapomnij o niej"...



***Oczami Jeymi***

Przyległa, mała, czarna sukienka, zakrywała moje ciało. Niewielki dekolt eksponował ładnie moje piersi, a znacznie głębsze wycięcie z tyłu odkrywało moje plecy. Złote zdobienia dodawały charakteru,  a wysokie szpilki były idealnym dopełnieniem. Włosy lekko pofalowane zostały puszczone luzem po lewym ramieniu, tworząc idealną oprawę. Ulubiony zapach spotkał się z moją szyją, po czym flakonik został rzucony gdzieś na dno torby. Zabrałam z komody kopertówkę, zawierającą jedynie telefon i 40 dolarów. Podążyłam do drzwi, gdzie czekał Taylor, zwinnie unikając spojrzeń rodziców.
- Mamo wrócimy późno !
Krzyknęłam po czym jak burza wyszłam z mieszkania. Zjazd windą trwał kilka minut, a napięcie cały czas mi towarzyszyło....


***
- Wyluzuj się ! Zobacz ile masz tu facetów !
Tylko nie Liama. Zignorowałam dalsze krzyki Taylora, przemieszczając się wśród spoconych ciał. Mrok utrzymujący się w pomieszczeniu, rozświetlały kolorowe światła, rzucane na ściany, podłogę i ludzi. Zapach alkoholu, papierosów i przygodnego seksu nie drażnił moich nozdrzy jak kiedyś. Dużo metalu i drewna dodawały tu nie co przepychu, przez co nie czułam się jak w tanim burdelu. Szturchnięta kilkanaście razy ramionami, dopchałam się do baru, od razu przywołując barmana.
- Cztery Tequile !!!
Przekrzyczałam hałas, odwracając się twarzą do przyjaciela.
- Jesteśmy wcześniej !
Skomentował brak obecności pozostałych i sądząc po kolejce, która ciągnie się za sam róg klubu i w której sami mieliśmy przyjemność stać, potrwa to trochę. Wzruszyłam niewinnie ramionami, biorąc jeden kieliszek palącej cieczy i unosząc go do góry, czekając, aż przyjaciel będzie gotowy się stuknąć.
- Czas się zabawić !
Wydał radosny okrzyk i jednym duszkiem pochłonęliśmy zawartość, biorąc w usta limonkę i wysysając z niej sok, dla złagodzenia ostrego smaku. Ten sam proces powtórzył się przy następnym kieliszku i... przy jeszcze dwóch. Czując rozsyłane ciepło i drobne mroczki, był to znak, że czas się trochę wypocić, jeśli nie chcę paść po następnej kolejce.
- Zatańcz ze mną !
Pociągnęłam Taylora na parkiet, przepychając się łokciami dla uzyskania odrobiny miejsca. Powolne kołysanie, zaczynało przeradzać się w zmysłowy taniec, a początkowa nieśmiałość odeszła w niepamięć. Zatracałam się w muzyce, zerkając czasami na chłopaka porwanego przez prędzej "rozebraną" niż ubraną dziewczynę. Jej starania podniecenia go śmieszyły mnie bardziej z każdą chwilą, widząc do czego się posuwa, a on na to nie reaguje.
- Witaj Milady...
Przyciągnięta przez kogoś, przywierałam ciasno pośladkami do jego krocza. Poruszyłam kilka razy biodrami, seksownie się ocierając. Cichy pomruk wprost do mojego uch, podwoił moją ciekawość i musiałam się obrócić.
- Miło cię widzieć...
Uśmiechnęłam się, w myślach dając sobie z liścia za ten taniec. Max wyglądał naprawdę przystojnie w bordowej koszulce z dekoltem w serek i obcisłych czarnych jeansach.
- Masz ochotę przypomnieć się reszcie ?!
Oczywiście, że nie mam!
- Jasne.
Poprowadził mnie do baru, przy którym trwałam kilka tańców temu.
- Jeymi !
Przytuliłam zielono-włosą dziewczynę, czując jej fałszywą radość na kilometr. Po co udawać ?
- Cześć Melody!
Krzyknęłam witając drobną szatynkę, odzianą w czerwoną, niezwykle seksowną sukienkę, która w odróżnieniu do zielono-włosej Mady, nie porażała przesadną ilością ćwieków i czerni.
- Co pijesz ?!
Przeniosłam wzrok na Keyla, myśląc nad odpowiedzią.
- Tequile !!!
Tego wieczoru pozostanę wierna jednemu napojowi...


***
Kropelki potu tworzyły się na czole, a włosy przyklejały się do mokrego karku. Wysokie buty zdecydowanie okaleczały moje stopy, kiedy biodra poruszały się w dzikim tańcu. Zdecydowanie nie panowałam nad tym. Nie miała pojęcia co dzieje się wokół, kiedy uwagę skupiałam jedynie na dźwiękach elektrycznych gitar w towarzystwie perkusji i dłoniach Maxa zwiedzających moją talie. Było już zdecydowani po drugiej i zastanawiałam się czy może nie zostać tu do rana, by nie budzić rodziców. To zły pomysł !!! Poparłam podświadomość, zerkając na Taylora, przysypiającego na jednej z kanap.
- Piękna !
Obróciłam się jak na komendę, stając twarzą do mojego partnera od tańca. Pochylał się powoli, zamykając przestrzeń między naszymi ciałami. Jego usta zetknęły się z moimi rozsyłając żar. Językiem wtargnął do środka, przejeżdżając po podniebieniu i chociaż nie chciałam, wydałam cichy jęk. Dłońmi sunął w dół na moje pośladki ściskając je. Nienawidzę tego, że pragnę więcej. Oparłam dłonie na jego ramionach, dając się zatracić. Dotyk jego rąk dostałych się pod sukienkę budził pragnienie i nie mogłam nic na to poradzić. Zatopiłam palce w jego włosach, czując ich miękkość. Nie taką jak Liama. Momentalnie coś pękło, a serce przypomniało sobie o pięknym chłopaku, który popsuł wszystko.
- Muszę zabrać Taylora do domu.
Przerwałam grę, biegnąc w miarę możliwości do przyjaciela. Potrząsnęłam nim kilkakrotnie, ale jedyne co usłyszałam, to jakieś mamrotanie.
- Pomogę ci z nim !
Max objął go podnosząc i ciągnąc do wyjścia. W głowie co raz bardziej mi szumiało i nie mogłam zebrać myśli. Złapałam taksówkę, po czym wpakowałam się do niej, a za mną ta dwójka.


***
Cisza jak towarzyszyła nam w pojeździe, jaki i w windzie, nie opuszczała nas, aż po same drzwi mojej sypialni.
- Rzuć go na łóżko.
Rozkazałam cicho, po czym odprowadziłam Maxa z powrotem do windy. Wcisnęłam przycisk widząc, że jest na parterze. Ze zdenerwowanie oblizałam usta, po czym zostałam pozbawiona tchu, przyciśnięta do jednej ze ścian. Zachłanny pocałunek, oszołomił mnie i kiedy się oderwał, nie byłam wstanie złożyć prostego zdania.
- Nie odpuszczę ciebie tym razem mała, wiesz, że jestem zakochany.
Szepnął po czym zniknął za zasuwającym się metalem....


_________________________________________

wtorek, 25 lutego 2014

Liam cz. 31 "Skrywam tajemnicę... kiedyś byłeś przyjacielem"





Obraz był zamazany, a świat wirował, po czym wrócił do normalności. Przestałem kontaktować.
- Lepiej się czujesz ? Mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić ?
Popatrzyłem w jej blado-zielone oczy, czując żar. Skupiłem się na jej ustach, kiedy tak uparcie przygryzała wargę, strasznie to podnieca.
- Możesz. Tylko jedno.
Historia bez końca, a może mając już zakończenie ?... Jedna jedyna


*Oczami Jeymi*

- Więc co mi powiesz ?
Przekręciłam głowę, policzkiem napotykając przyjemnie, zimną pościel. Patrzyłam w oczy Taylora, zastanawiając się, jak ubrać to wszystko w słowa. Odetchnęłam głośno, odwracając wzrok i patrząc w sufit. Biała farba lekko zżółkła, ale i tak była idealna.
- Czemu...?
Podniosłam dłoń, znając dalszą część jego pytania. Nie miałam ochoty odtwarzać w kółko czegoś, o czym pragnę zapomnieć.
- On i Elena.....
- Oni co ?
- Stara miłość nie rdzewieje, nie ?
- Mała możesz jaśniej ?
Podniosłam się do pozycji siedzącej, przełykając gulę.
- Przez cały tydzień prawie w ogóle, nie było go ze mną. Nie odzywał się do mnie. Później okazało się, że to Elena była ważniejsza, spał u niej i sama nie wiem czy do czegoś doszło poza pocałunkiem, ale to mi wystarcza.
Łzy zmoczyły moje policzki. Podciągając kolana do brody, kuląc się i cicho łkając. Teraz też jest pewnie z nią.
- Malutka, chodź.
Chłopaka przyciągnął mnie do siebie, trzymając ciasno w objęciach.
- Wyprzytulam cię i będzie lepiej.
Położył nasze dwie poduszki obok siebie, po środku łóżka, układając nas na nich, a następnie przykrywając kołdrą. Cały czas mocno trzymał mnie w swoich ramionach, dbając bym spokojna, odpłynęła w sen.


*Następny dzień*

- Daj, ja ci przeczytam bo ty się bawisz.
Taylor, wyrwał z moich rąk ciasteczko z wróżbą, wyjmując ze środka zwiniętą karteczkę.
- "Gdybyś mogła poprosić o jedną rzecz, co to by było ?" Pfff... i to ma być wróżba ?
Poprosiłabym o... prawdziwą miłość Liama do mnie.
- A ty tato co masz ?
Zahamowałam myśli, czekając, aż ojciec przeczyta karteczkę.
- "Za rogiem czeka kurczak"
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem, te ciasteczka, rzeczywiście są do kitu.
- To co dzisiaj robicie ?
Mama zagadnęła, przerywając chichoty.
- Zabieram Jeymi na miasto, czas by odwiedziła kilka miejsc.
Właściwie to nie mam dzisiaj prawa głosu, bo Taylor wyręcza mnie we wszystkim.
- A ja mam spotkanie z tym biznesmenem, mówiłem ci skarbie.
- A właśnie córciu, wczoraj zostawiłaś telefon w kuchni, nie chciałam wam przeszkadzać, więc go nie przynosiłam, ale jakiś Liam ciągle dzwonił. Kto to ?
- Nikt ważny.
Zagryzłam wargę, czując metaliczny posmak krwi. Poszłam po urządzenie, a Taylor w tym czasie przygotował nas do wyjścia.
- Zakładaj buty, przyniosę ci torebkę.
Jestem mu naprawdę wdzięczna, że próbuje obronić mnie przed pytaniami rodziców....

***

- Więc dokąd idziemy ?
- Umówiłem się dzisiaj z Maxem.
"Chłopak z windy"
- Wiesz, że on nadal cię kocha ? Rozmawiałem z nim.
- Myślałam, że mu przeszło.
- Jak widać nie... ale wiesz, teraz jest całkiem niezły.
- Widziałam go wczoraj.
Dłonie mi się pociły, kiedy myślałam o spotkaniu z nim. Wcześniej nie dałam mu szans na związek. Jestem ciekawa, jaki jest z charakteru...
- Tędy. Mamy się spotkać w jakiejś kawiarence na rogu następnej ulicy.

***

Dojście nie okazało się trudne i nie pochłonęło tyle czasu, zaledwie kilka minut. Dużo trawiastej zieleni, pierwsze co przychodzi mi na myśl, widząc to miejsce. W środku unosi się zapach kawy i gorącej czekolady. Brązowe stoliki i proste drewniane krzesła poustawiane są w równych rzędach, zajmując sporą część lokalu. Kelnerki kursują jedna za drugą, przybierając sztuczne uśmiechy. To widać.
- Tam jest, chodźmy. Ucieszy się.
Uśmiechnęłam się blado, idąc za nim.
- Cześ stary, przyprowadziłem kogoś.
Wysunęłam się za ciała Taylora, lekko unosząc kąciki ust. Max był zaskoczony, ale uśmiechał się tak szeroko, że zaczęłam się zastanawiać czy to nie jakiś skurcz.
- Jeymi !
Radosny głos, tak dobrze znany. Uniósł moje ciało, przyciskając mocno do swojego.
- Myślałem, że już cię nigdy nie zobaczę.
Pochylił się, całując mój policzek, a mnie zrobiło się gorąco. O nie, nie jest dobrze.
- Na długo wróciłaś ?
- Jeszcze nie wiem.
- Tym razem cię przekonam i zostaniesz na stałe.
- Są duże szanse.
Odsunęłam się nie co, siadając przy moim towarzyszu.
- Co pijecie ?
- Ja nam coś zamówię.
Taylor podszedł do lady, zostawiając mnie samą z Nim.
- Nadal masz ten piękny uśmiech.
Zarumieniłam się słysząc komplement, źle się dzieje.
- Zaraz nam przyniosą kawę.
- Mam propozycję, spotkajmy się wieczorem w klubie na trzeciej. Będzie kilka znajomych, na pewno za tobą tęsknili.
Ale ja za nimi nie.
- Świetnie, Jeymi wyluzujesz się.
Posłałam przyjacielowi zabójcze spojrzenie, ale przytaknęłam...



* Oczami Liama *

Obudziłem się nagi, kompletnie nagi i nawet nie byłem w łóżku. Moje ciuchy leżały  porozwalane, a wśród nich damski stanik. Szybko podniosłem się, naciągając bokserki, a bomba atomowa rozwalała mi głowę. Patrząc na dwie opróżnione whisky, nie dziwiłem się, że jestem w takim stanie. Schowałem twarz w dłoniach, czując powiększający ból w sercu. Zrobiłem cholerne świństwo, zrobiłem to Jeymi... Podniosłem się ze złością, rozbijając szkło o ziemię. Co się ze mną dzieje ? Sięgnąłem telefon, sprawdzając połączenia, nie oddzwoniła, nawet nie miałem jej numeru. Kurwa! "Zapomnij o niej"...
 
_________________________________________________
 

Liam cz.30 "Skrywam tajemnicę.. kiedyś byłeś przyjacielem"




Tekst siwym kolorem to przypomnienie poprzedniej części...

Co jeśli ludzie nie są tymi za kich ich uważamy ? Jeśli nie są na tyle osiągalni byśmy mogli podołać wyzwaniu ? Jeśli przypisana jest nam klęska i sami się na nią skazujemy ? Co jeśli wszyscy dookoła stają się zimni, a ty tracisz powody ? Tylko jedna rzecz jest wstanie nas uratować....

Wpisałam znany na pamięć kod windy, po czym ta sunęła w górę. Dojechałam do 36 piętra, kiedy drzwi się rozsunęły, a do środka weszło dwóch przystojnych mężczyzny, odzianych w najdroższe garnitury. Zajęło mi chwilę, nim dotarło do mnie kim jest jeden z nich....
Ostrożnie skanowałam jego sylwetkę, musiałam mieć pewność. Idealnie skrojony, czarny, dwu częściowy garnitur opinała jego umięśnione ciało. Wiem, że umięśnione, zawsze był jednym z tych co dbali o dobrą formę. Oczywiście nie był jakimś strongmanem, ale mogłaś mieć pewność, że jeżeli zdarzy się potrzeba on będzie wstanie cię obronić. Czarne jak smoła włosy, poczochrane były na wszystkie strony i miło było patrzeć, jak po raz kolejny je przeczesuje. Ciekawe czy nadal są takie miękkie ? Wachlarz krótkich rzęs otaczał jego oczy w kolorze... nie mogłam dostrzec ich koloru. Lekki zarost pokrywał jego policzki i szczękę, zdobiąc pełne, malinowe usta. To na pewno on... nie wiele zmieniony przez naturę. Chciałam zagadać, ale ostatecznie nie byłam wstanie się odezwać, onieśmielana drugim, nieznanym mi facetem. Winda zatrzymała się piętro przed moim celem, a ja zostałam sama wśród czterech ścian urządzenia. Wyobrażacie sobie jak idę 63 piętra po schodach... ocho już poszłam. Jestem wdzięczna tym co wynaleźli ten szybki środek teleportacji z dołu do góry i na odwrót. Wychodząc z windy, ruszyłam w kierunku dwu skrzydłowych drzwi, pukając w gładkie drewno. Czekałam kilka chwil, po czym słyszałam zgrzyty zamka i drzwi się otworzyły. W jednej chwili opuściłam swoje bagaże, stojąc jak słup soli. Wpatrywałam się w brązowe tęczówki, bijące ciepłem i miłością. Widziałam w nich łzy. W jednej chwili wszystkie moje blokady puściły, a ja żelaznym uściskiem oplotłam kobietę. Byłam teraz małą dziewczynką, uciekającą w ramiona matki od świata i krzywdy.
- Mamo...
Odpowiedzią był jeszcze silniejszy uścisk w moim kierunku.
- Tęskniliśmy za tobą...
Schowałam twarz w zagłębieniu jej szyi, chowając ściekającą łzę. Nie wiem ile tak trwaliśmy, ale nie ruszałam się, a czas przepływał obok nas, jak spokojne strumienie wody.
- Co ty tu tak... Jeymi...
Spojrzałam na ojca wyciągając rękę i dając znać, że może dołączyć do wielkiego uścisku. Obrazek jak z bajki, idealna rodzina... O tym wam mówiłam... tutaj znałam tylko taką miłość, rodzinną, perfekcyjną. Minęły sekundy, kiedy nie dałam rady, a więcej łez ściekło w dół pozostawiając ślady na policzkach i bluzce.
- Wszystko w porządku księżniczko ?
Nie. Straciłam chłopaka, cały swój świat.
-Tak.
Oderwałam się od nich, biorąc swoje torby i czekając, aż pozwolą mi wejść. W salonie siedział Taylor, spodziewałam się tam jego.
- Mała ?
Podszedł ściskając... nie co ja mówię, zgniatając mnie.
- Czy to znaczy, że ty i...
- Nie teraz.
- Trafiłaś na późny obiad, właśnie mieliśmy siadać do stołu.
Poszłam za nimi, wdychając charakterystyczny zapach wanilii, tak właśnie zapamiętałam to miejsce. Usiadłam na jednym z krzeseł, mając widok na panoramę miasta, przez jedną ze szklanych ścian budynku. Wszystkie te wieżowce przypominały małe miniaturki z monopoly,nie mogąc równać się z naszym. Przyjemnie mieszkać tu, widząc, że górujesz nad całym miastem. Poczucie kontroli jest uspakajające. Moja rodzicielka przyniosła dla mnie talerz i sztućce, po czym moim oczom ukazała się pieczona kura nabita na butelkę piwa. Może i mogę powiedzieć, że mieszkam w luksusach i pieniędzy moim rodzicom nie brakuje, ale żyją jak normalni ludzie. Nigdy nie było tu czegoś takiego, że ubieraliśmy się w najdrożych sklepach, a na każde danie musiała być potrawka królewska, przyrządzona przez najlepszą gosposie. Rozumiecie o czym mówię ?
- Dla ciebie..
Spojrzałam dziwnym wzrokiem na Taylora, który w moim kierunku wyciągał dłoń z nóżką kurczaka. Podniosłam jedną brew, patrząc na niego jak na wariata. O co mu chodzi ?
- No nie patrz tak, tylko weź. Specjalnie dla ciebie ją urwałem.
Eee... on nigdy nie był normalny wiecie o tym prawda ? Wzięłam z jego rąk mięso, zatapiając w nim zęby. Mhmmm... delicje.
- Poznałaś jakiegoś chłopaka w Londynie ?
Spojrzałam na tatę, czując jak moje serce zaczyna walić. Udało mi się zapomnieć na chwilę, a teraz wszystko znowu wraca.
- Tak.
- I jak jest między wami ? Jesteście razem ? Układa wam się ?
Nie układa, nic się nie układa. On wciąż kocha Elene, a ja nie mogę wymazać go z serca.
- Nie jesteśmy razem. Możemy wrócić do tego później ?
Z całych sił walczyłam z narastającymi emocjami i zachowywałam z zewnątrz radość...


*** Oczami Liama ***

Telefon urządzenie do komunikacji między dowolnymi osobami, był ciągle w użyciu. Próbowałem się do niej dodzwonić za wszelką cenę. Jeymi.
- Daj sobie spokój...
- Zamknij się Elena, muszę ją znaleźć !
Krzyknąłem chodź tego nie chciałem. Wszystko co we mnie siedziało teraz wychodziło. Zawiniłem sam sobie. Sam siebie pozbawiłem szczęścia o imieniu Jeymi. Zaciskając powieki, przywaliłem dłonią w ścianę, chcąc wyładować emocje, regipsy okazały się wytrzymałe.
- To jak się zachowujesz jest nie poważne, Liam to tylko dziewczyna, taka sama jak milion innych...
Moja złość jeszcze bardziej narosła. To nie jest jakaś dziewczyna. To mój aniołek. Upadłem z sił na kanapę, chowając twarz w dłoniach. Przed oczami cały czas mam jej niebiesko-szare oczy i słyszę jej słodki śmiech. Najpiękniejszy dźwięk na ziemi. Jest idealna, a ja na nią nie zasługuję.
- Kocham ją.
Kocham. Kocham bardziej niż cokolwiek innego na świecie.
- To za wcześnie byś ją kochał, jesteś nią zauroczony, to oczywiste. Poczekaj, a zobaczysz, że z czasem ci przejdzie.
Może ma rację. Podniosłem głowę, odkładając telefon, nim zacznę znowu wykręcać jej numer.
- Daj sobie odpocząć, zobaczysz, że wszystko wróci do normy.
Zabujałem się, opadając na oparcie. Jak ma wrócić to do normy ?
- Co ty robisz ?!
- Pomagam ci !
Wyrwałem z jej dłoni swój telefon, zerkając na ekran.
- Usunęłam jej numer.
- Co zrobiłaś ?!
Widziałem, jak kuli się pod moim tonem, co zmusiło mnie do uspokojenia się.
- Ona wymazała ciebie ze swojego życia, teraz twoja kolej.
Jak mam wymazać coś, co jest najlepszym co mnie spotkało ? Przeczesałem swoje włosy kilka razy, nie mając siły na nic.
- Spróbujesz ?
- Co mam próbować ?
- Spróbujesz o niej zapomnieć? Prosiła cię o to.
- Tak...
Zacisnąłem dłonie w pięści, czując jak poranione knykcie lekko popękały. Mój oddech zdecydowanie nie był spokojny, tak jak serce. Patrzyłem, jak Elena znika w kuchni i cieszyłem się, mając chwilę do samotności.
- Masz, napij się.
- Co to ?
Odebrałem od niej szklankę, wypełnioną bursztynową cieczą.
- Whisky. Odprężysz się.
Jednym łyczkiem opróżniłem zawartość, prosząc o więcej.
Po 10 minutach opróżniłem połowę butelki, a żołądek wypełniał palący ogień. Gardło piekło, ale kolejne ilości alkoholu przelewały się przez przełyk. Obraz był zamazany, a świat wirował, po czym wrócił do normalności. Przestałem kontaktować.
- Lepiej się czujesz ? Mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić ?
Popatrzyłem w jej blado-zielone oczy, czując żar. Skupiłem się na jej ustach, kiedy tak uparcie przygryzała wargę, strasznie to podnieca.
- Możesz. Tylko jedno.
Historia bez końca, a może mając już zakończenie ?... Jedna jedyna...

_____________________________________________

Liam cz.29 "Skrywam tajemnicę.. kiedyś byłeś przyjacielem"





"Ostatni raz"

Jej głos zaskrzeczał, a ona głośno zaczęła szlochać. Ostatnią rzeczą jakiej chciała, to jej miłość kochająca i kochana przez inną.
- Jeymi nie. Kocham cię i wiem, że ty mnie też. Nie odchodź ode mnie.
Zbliżył się do niej, chwytając jej policzki.
- Nie potrafię inaczej...
Odsunęła się, odchodząc. W głowie utworzyła sobie plan, który mógł uchronić ją przed Liamem....
Komputer wpadł w jej drobne dłonie i jednym ruchem uruchomiła urządzenie. Wykonała kilka prostych kliknięć, wykonując przelew ze swojego banku, a jednocześnie płacąc. Jej konto stało się puste i można by sądzić, że za kilka dni nie będzie miała co jeść. Sprawdziła skrzynkę e-mail, gdzie jedynymi wiadomościami, były reklamy. Nie dostała pracy. Każdy załamałby się na jej miejscu, nie sprawdziła się w lekcji samodzielnego życia. Z pewnością popadłaby w depresje, gdyby nie fakt, że nie może być w gorszym stanie jak jest teraz, tracąc Liama. Spuściła głowę w dół, wplatając palce we włosy. Cały jej świat się wali, teraz na Boże Narodzenie, gdzie miłość, ciepło i zgoda to podstawa, na Nowy Rok, który powinien rozpocząć się dobrze. Cały jej świat to mieszanka czerni i szarości. Była bezsilna. Unosząc swoje chude ciało, szklistymi i przekrwionymi oczami skanowała sypialnie. Ostatni raz. Do torby podróżnej spakowała swoje ciuchy, opróżniając szafki, kosmetyki i te najcenniejsze rzeczy, trafiały na jedną kupę do torby. Reszta została na swoich miejscach. Sięgnęła na najwyższą półkę, wyciągając ramkę. Czuła i słyszała mocne bić swojego serca. Cała wielka, mała tajemnica spoczywała w jej rękach. Dzieci. Przyjaciele. Odłożyła zdjęcie w prost przed siebie, zamykając szafę. W głębi duszy ma nadzieję, że Liam je odnajdzie...

***

- Aniołku...
Serce walnęło, a wzrok powędrował na torbę. Spokojnie i szybko znalazłam się na korytarzu, blokując i spotykając Payna.
- Muszę iść do pracy... wrócę za godzinę, nie zamierzam pozwolić ci odejść. Kocham cię.
Patrzyła na niego, a łzy mimo jej woli, zaczynały doglądać światła dziennego...

***

"Jedna prośba, jedna jedyna... Nie szukaj mnie, daj mi prawo do szczęścia. Proszę...
                                                                       Jeymi.
Ps. Moje mieszkanie jest twoje zrób z nim co chcesz"

Odłożyłam długopis na białą kartkę, wycierając ściekającą łzę. Wzrokiem przeczesałam pomieszczenie, zostawiając klucze na stoliku.
- Przepraszam.
Cichy szept rozniósł się, zamywając ciszę.
Zjechałam windą na sam dół, podążając do staruszka.
- Wybierasz się gdzieś ?
Bardzo ochrypły, ale delikatny głos to jego cecha rozpoznawcza.
- Na wakacje.
Co innego mogłabym powiedzieć, nie zdradzając się ?
- W środku zimy ?
- Lepiej późno niż wcale... ty także powinieneś odpocząć Staton.
- Odpoczywam w śród ludzi.
Uśmiech rozjaśnił jego zmarszczki, a oczy w kolorze spranego Jeansu zabłyszczały.
- Uważaj na siebie.
Posłałam mu najpiękniejszy uśmiech na jaki tylko było mnie stać, przyklejając się do jego wysokiego, acz kruchego ciała.
- Będę bezpieczna. Życzę ci zdrowia i Wesołych Świąt.
- Wzajemnie Jeymi.
Zeszłam w dół, stając na ośnieżonym chodniku. Spoglądając przez ramię pomachałam mu, chowając się w taksówce....

***

Liam spięty szedł do drzwi jej mieszkania, szukając sposobu by ją odzyskać. Jego miłość, cały świat. W kieszeni wyszukał pęk kluczy, wkładając do dziurki ten, który nazywał wyjątkowym. Przekręcił go, a zamek zazgrzytał. Drzwi ustąpiły szybko, a cisza jak kula uderzyła w niego. Zawsze było cicho, ale teraz za bardzo. Zdjął swoje poniszczone trapery, wieszając kurtkę. Od razu ruszył do jej sypialni, spotykając się z rozczarowaniem. Wszystko było na miejscu, zabrakło tylko jej szkatułki. Z nadzieją, że wyszła gdzieś tylko na chwilę zszedł na dół. Na szklanym stoliku kawowym tkwiła biała kartka. Nie mógł przejść nie zauważając jej...

"Jedna prośba, jedna jedyna... Nie szukaj mnie, daj mi prawo do szczęścia. Proszę...
Jeymi.

Ps. Moje mieszkanie jest twoje zrób z nim co chcesz."

Obok w równym stosie leżała umowa zakupu. Chłopak , nie mogąc pojąć usiadł czytając list jeszcze raz i jeszcze. Łzy pojawiły się na jego policzkach, kiedy pojął, że jej już nie ma. Stracił ją nieodwracalnie. Nie wiedział nawet gdzie szukać. Nic o niej nie wiedział...


*** (następny dzień)

Samolot podchodził do lądowania, a w momencie kiedy koła zetknęły się z płytą lotniska, pęk dymu przysłonił obraz za oknem. Wstrząsy były chwilowe, ale wzbudziły jęki przerażenia u pasażerów. Odpinając pasy, bez jakichkolwiek słów udałam się do wyjścia. Gorące powietrze otuliło ciało z każdej strony, co było zaskoczeniem. Co prawda nie pamiętam śniegu w Seattle, ale temperatura spadała poniżej 10°. Odebrałam swój bagaż i łapiąc taksówkę, czekała mnie godzinna droga do Portland... Przyjemnie jest patrzeć na miejsca, w których kryją się wszystkie wspomnienia. Mijając Escale serce zabiło mocniej, ciężko uwierzyć, że kiedyś był to mój dom. Teraz potrzeba milionów, by spędzić tam chodź jedną noc.



***

Musiałam naprawdę wysoko zadrzeć głowę, by dostrzec swój "dom". Wierzowiec wznosił się w najlepsze i pomyśleć, że nasze mieszkanie znajduje się u szczytu.
Przedostałam się do recepcji, zaskoczona nowoczesnością i ciepłem wnętrza. Ciemne, dębowe biurko stało tuż pod ścianą, między rzędami wind. Proste i tajemnicze wizje, przelane na płótno, zdobiły ściany. Zmieniło się sporo rzeczy od ostatnich miesięcy. Wybierając pierwszą od lewej strony windę, udałam się w jej kierunku witając recepcjonistkę. Wpisałam znany na pamięć kod, po czym urządzenie sunęło w górę. Dojechałam do 36 piętra, kiedy drzwi się rozsunęły, a do środka weszło dwóch przystojnych mężczyzny, odzianych w najdroższe garnitury. Zajęło mi chwilę, nim dotarło do mnie kim jest jeden z nich.....

__________________________________________________